Prof. Simon w dniu, gdy w Polsce stwierdzono rekordowy wzrost liczby zakażonych koronawirusem, o 1967 w ciągu doby stwierdził, że kluczowe jest "podejście społeczeństwa".

- Bądźmy odpowiedzialni - zaapelował prof. Simon, który mówił np. o przypadku, gdy "pacjentka zerwała lekarce maskę z twarzy mówiąc, że nie ma epidemii".

-- Znana dziennikarka została wyzwana w tramwaju przez młodego człowieka, kiedy mu kazała założyć maskę. Skoro mamy takie społeczeństwo to jak mamy walczyć (z epidemią - red.)? Trzeba się przebić (z przekazem), że jest epidemia - mówił ekspert.

Prof. Simon zarzucił polskim politykom, że "jeszcze kilka miesięcy temu opowiadali o zwycięstwach nad epidemią". - To były absurdy. Ludzie przestali wierzyć (w epidemię) - mówił.

- Nasze społeczeństwo i tak jest buntownicze, i dość agresywne. Musimy przestrzegać solidarności społecznej z chorymi, biednymi, słabszymi osobami, które mogą cierpieć - dodał prof. Simon.

Kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu mówił, że w jego klinice już dziś nie ma gdzie kłaść chorych na COVID-19.

- Epidemia się utrwaliła, skoro jesteśmy w bliższych kontaktach, to do zakażeń dochodzi. Trzy miesiące się awanturujemy o wesela - czy nie można było od początku zmniejszyć (liczby ich uczestników - red.)? A co z mszami? A co z pogrzebami, gdzie na siłę się ludzie pchali? - pytał prof. Simon.

- Koronawirus będzie się szerzył bez przekonania społeczeństwa (że jest zagrożeniem - red.) - mówił również ekspert.

Prof. Simon przekonywał też, że jeśli spotykamy osobę, która nie przestrzega obostrzeń i która nie reaguje na zwrócenie jej uwagi "trzeba wzywać policję, straż miejską i to wszystko ezgekwować". - Inaczej epidemii nie pokonamy - dodał.