Przy korygowaniu modelu badacze biorą m.in. pod uwagę obostrzenia wprowadzane w poszczególnych krajach czy bieżącą wydajność systemu ochrony zdrowia.

W rozmowie z "Rzeczpospolitą" o długoterminowych modelach rozwoju epidemii, takich jak ten opracowany przez IMHE, sceptycznie wypowiadał się minister zdrowia Adam Niedzielski. Minister mówił, że dane przedstawiane przez takie modele przypominają wróżenie z fusów.

Na model IMHE w przeszłości powoływała się m.in. administracja Donalda Trumpa.

Model zawiera trzy warianty - prognozę przy stanie obecnym, prognozę przy łagodzeniu obostrzeń i prognozę przy powszechnym stosowaniu masek.

Z obecnej prognozy wynika, że przy złagodzeniu obostrzeń w Polsce do marca 2021 roku na COVID mogłoby umrzeć ok. 86 tys. osób. W przypadku powszechnego stosowania masek liczba zgonów do 1 lutego wyniosłaby 38 117.

Prognoza dotycząca stanu obecnego wskazuje, że szczyt jeśli chodzi o dobową liczbę zgonów Polska osiągnie 8 grudnia - z modelu wynika, że wówczas dobowa liczba zgonów będzie na poziomie 523 (pod tym względem model rozmija się już z rzeczywistością - 19 listopada w Polsce stwierdzono 637 zgonów osób chorych na COVID-19 - red.). Przy łagodzeniu obostrzeń liczba zgonów doszłaby do 957 na dobę 21 stycznia - wskazuje model.

Jeśli chodzi o dobową liczbę zakażeń (zarówno tych wykrywanych testami, jak i tych niewykrytych), to - według modelu IMHE - szczyt osiągniemy 22 listopada, gdy w Polsce dojdzie do 93 562 zakażeń koronawirusem (według oficjalnych danych najwyższy, dobowy przyrost liczby zakażeń wyniósł w Polsce 27 875 - i zanotowano go 7 listopada). W przypadku łagodzenia obostrzeń liczba ta doszłaby do ponad 165,5 tysiąca i osiągnęła szczyt 5 stycznia.