Przy korygowaniu modelu badacze biorą m.in. pod uwagę obostrzenia wprowadzane w poszczególnych krajach czy bieżącą wydajność systemu ochrony zdrowia.

W rozmowie z "Rzeczpospolitą" o długoterminowych modelach rozwoju epidemii, takich jak ten opracowany przez IMHE, sceptycznie wypowiadał się minister zdrowia Adam Niedzielski. Minister mówił, że dane przedstawiane przez takie modele przypominają wróżenie z fusów.

Na model IMHE w przeszłości powoływała się m.in. administracja Donalda Trumpa.

Model zawiera trzy warianty - prognozę przy stanie obecnym, prognozę przy łagodzeniu obostrzeń i prognozę przy powszechnym stosowaniu masek.

Z obecnej prognozy wynika, że przy złagodzeniu obostrzeń w Polsce do kwietnia 2021 roku mogłoby umrzeć nawet ok. 59 tys. osób chorych na COVID-19. W przypadku powszechnego stosowania masek liczba zgonów do 1 kwietnia wyniosłaby 40,6 tys. Co ciekawe - jak wynika z modelu - intensywnie prowadzone szczepienia nie zmieniają poważnie prognozy co do liczby zgonów - przy założeniu szybkiego rozpoczęcia akcji szczepień do kwietnia zmarłoby w Polsce 42,7 tys. osób chorych na COVID-19 - wynika z modelu.

Model przewiduje, że dobowa liczba zgonów 1 kwietnia przy obecnej prognozie będzie wynosić ok. 36. Z analizy modelu wynika, że mogłaby ona być mniejsza (ok. 24) w przypadku powszechnego stosowania masek lub szybko prowadzonych szczepień.

Jeśli chodzi o dobową liczbę zakażeń (zarówno tych wykrywanych testami, jak i tych niewykrytych), to - według modelu IMHE - szczyt mamy już za sobą - 5 listopada zakażeń miało być ok. 83,3 tys. zakażeń koronawirusem (według oficjalnych danych najwyższy, dobowy przyrost liczby zakażeń wyniósł w Polsce 27 875 - i zanotowano go 7 listopada). W przypadku łagodzenia obostrzeń z drugim szczytem - na poziomie 75 tys. zakażeń na dobę - mielibyśmy do czynienia ok. 20 stycznia.