Na taki pomysł wpadli radni wiejskiej gminy Chojnice. Nowe przepisy zaczną obowiązywać pod koniec roku.

Wójt gminy Zbigniew Szczepański mówi, że program wsparcia adopcji psów uruchomiono ze względów ekonomicznych i humanitarnych. – Schronisko w Chojnicach chciało od nas po 10 tys. zł za roczne utrzymanie czworonoga  – mówi.

Zauważa też, że z placówek w małych miejscowościach psy rzadko są adoptowane. – Takie miejsce to dla zwierząt dożywotnie więzienie – dodaje.

Rocznie w gminie Chojnie, gdzie mieszka 18 tys. osób, porzucanych jest ok. 50 psów, z czego połowa przez turystów. – Mieliśmy przypadek, że ktoś przywiązał rasowego psa  do drzewa, zostawiając miskę z wodą i worek karmy. Pewnie chciał zagłuszyć sumienie – mówi wójt.

Osoby, które  zdecydują się na adopcję, podpisują z gminą umowę. Ta zobowiązuje się pokryć część kosztów związanych z utrzymaniem czworonoga, np. zakup karmy, akcesoriów, zabiegów weterynaryjnych czy budy. Pieniądze zwracane są właścicielowi psa w ciągu trzech miesięcy po przedstawieniu rachunków. W umowie jest także zapis, że urzędnicy mogą kontrolować, w jakich warunkach żyje przygarnięty pies.

Do urzędu gminy dzwonią  ludzie z całej Polski zainteresowani adopcją. – Jednak chcielibyśmy, aby zwierzakami zaopiekowali się w pierwszej kolejności nasi mieszkańcy. Łatwiej będzie nam skontrolować, czy wywiązują się z umowy. Na liście mamy dziesięcioro chętnych – mówi wójt.

Taki pomysł adopcji nie wszystkim się podoba. Agnieszka Kłąb z warszawskiego ratusza mówi, że płacenie za psa ze schroniska mija się z celem. – Zawsze  znajdą się osoby, które będą chciały tylko  dostać pieniądze – tłumaczy.

Chojnice nie wspierają adopcji bezdomnych kotów.

– Te zwierzęta są sterylizowane i wypuszczane na wolność, gdzie sobie poradzą – mówi wójt.