Prawie 300 filmów, 10 konkursów, przeglądy, wystawy, seminaria i niekończące się rozmowy o sztuce filmowej. A po tygodniu Żaby – nagrody dla operatorów, którzy zachwycili publiczność i jurorów swoimi swoją pracą.

Najważniejsza Złota Żaba festiwalu Camerimage, przyznawana w mocno obsadzonym konkursie głównym, przypadła w tym roku Greigowi Fraserowi za zdjęcia do „Lion. Droga do domu" Gartha Davisa. Laureat kręci już następny film we Włoszech, ale przysłał nagranie wideo.

 

Powrót do dzieciństwa

– Praca przy „Lion. Droga do domu" kosztowała mnie dużo potu i wyrzeczeń, ale teraz ta Żaba jest dla mnie ogromnym wyróżnieniem – mówił w nagraniu. – Camerimage stał się moim ulubionym festiwalem, świetnie wspiera filmowców.

„Lion. Droga do domu" powstał na podstawie książki „A Long Way Home" Saroo Brierleya. To historia chłopca, który rósł w małym hinduskim miasteczku Khandwa. Jako pięciolatek zgubił się bratu i przypadkiem znalazł się w pociągu, który wywiózł go 1600 kilometrów dalej, do Kalkuty. Tam przez rok wałęsał się po ulicach aż trafił do sierocińca, a potem został adoptowany przez australijskie małżeństwo. 25 lat później postanowił odnaleźć swoje korzenie, szukając na Google Earth obrazów zachowanych w pamięci z dzieciństwa.

Srebrna Żaba trafiła do Bradforda Younga, autora zdjęć do „Nowego początku" Danisa Villeneuve'a.

 

– Zaklinam się na moich przodków, którzy do Ameryki przyjechali jako niewolnicy: nigdy nie myślałem, że kiedyś znajdę się w takim miejscu – mówił Young. – Wychowałem się w stanie Kentucky, rodzice pracowali w domach pogrzebowych i wyglądało, że pójdę ich drogą. A jednak stało się inaczej. Przez ostatnie dni miałem okazję spotkać się tu z mistrzami, którzy wywarli na mnie ogromny wpływ. Marzenia czasem się spełniają.

Brązową Żabę za zdjęcia do „Snowdena", który jest już na polskich ekranach, odebrał Anthony Dod Mantle.

 

– Nie ma znaczenia, czy pracuje się przy skromnym obrazie Dogmy czy przy wielkiej produkcji hollywoodzkiej. Ważne, kto stoi za i przed kamerą. Liczą się prawda i serce – powiedział Dod Mantle w jednym z wywiadów, a na scenie bydgoskiej Opery Novej, podobnie jak Oliver Stone w „Snowdenie", wyraźnie stanął po stronie bohatera tego filmu: – Dziękuję Snowdenowi, był dla nas inspiracją. Nasza praca jest trudna, ale jego sytuacja jest nie do pozazdroszczenia.

Uniwersalna historia

Zagraniczni jurorzy oceniający konkurs polski swoją nagrodę przyznali „Ostatniej rodzinie" Jana P. Matuszyńskiego, bo to ich zdaniem „film przedstawiający polską historię, ale mający uniwersalny wydźwięk".

– Janek, który nie mógł przyjechać do Bydgoszczy, powiedział, że jego ulubionym operatorem jest Anthony Dod Mantle i mam go pozdrowić. Robię to, choć czuję się zaniepokojony — zażartował, odbierając Żabę, Kacper Fertacz, który pracuje z Matuszyńskim od czasów studiów.

Podczas gali kończącej festiwal Złote Żaby za całokształt twórczości odebrali Michael Chapman – operator „Wściekłego byka" i „Taksówkarza" Michael Apted – reżyser, który stworzył wielkie widowska w stylu „Opowieści z Narni" czy bondowski „Świat to za mało", jak i pasjonujący cykl dokumentów „Up", Jay Rosenblatt – dokumentalista Dennis Gassner – znakomity scenograf. A obok nich – laureaci Kijanek za szkolne etiudy.

Bez zawiści

Na Camerimage mieszają się bowiem dojrzałość i młodość, klipy reklamowe, krótkie studenckie etiudy, dokumenty i wielkie fabuły. Na scenę wychodzą: 40-letni Australijczyk, 80-letni weteran Hollywoodu, Afroamerykanin z Louisville. Ale też dziewczyna z Singapuru Rachel Liew. I dzieci zarażone miłością do kina przez swoich ojców: uznana za najlepszą debiutantkę 25-letnia Belgijka Juliette Van Dormael i nagrodzona Srebrną Kijanką za studencką etiudę „Lato" Martyna Jakimowska.

– Lubię Camerimage – mówi mi wybitny brytyjski reżyser Alan Parker. – Operatorzy to świetni ludzie. Nienapuszeni, niezblazowani, prawdziwi.

Laureaci nie zakładają więc muszek. wchodzą na scenę w dżinsach, a w holu Opery Novej rozkładają stoiska firmy produkujące kamery i sprzęt oświetleniowy, ale też kurtki z gęsiego puchu: na planie trzeba czasem stać wiele godzin na siarczystym mrozie. Bo taki jest świat operatorów, ludzi twardych, serdecznych i bez zawiści.

W czasie gali kończącej bydgoską imprezę wszyscy powtarzają: „To najmilszy festiwal świata", „Przeżyłem niezapomniany tydzień", „Będę tu wracał". Ale w tym roku kończy się umowa Camerimage z Bydgoszczą. I choć prezydent miasta zaprasza już gości na przyszły rok, Marek Żydowicz zakończył imprezę słowami: – Przyszłość festiwalu jest niepewna. Na razie zapraszam na jego replikę, która odbędzie się w lutym w Los Angeles.