[b]Półtora roku temu Warszawa podjęła decyzję o kandydowaniu do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Poza nią przygotowuje się też kilka innych miast Polski. Na ile to ważny dla nich okres?[/b]
[b]Martin Heller:[/b] Przygotowania to najważniejszy czas w całym procesie starań o ten prestiżowy tytuł. To właśnie teraz trzeba robić jak najwięcej. To, czego Warszawie nie uda się przygotować w tej chwili, i tak będzie musiała zrobić później. Za chwilę czasu będzie jednak niewiele, a ostateczny występ przed komisją musi być atrakcyjny, oryginalny, a przede wszystkim zgodny z image’em miasta.
[b]Ale to nie gwarantuje wygranej.[/b]
Jeśli miasto wygra, to dobrze, a jeśli nie – również są powody do radości. Wszelkie podejmowane dziś przez kandydatów do ESK działania po prostu służą społeczeństwu. Okres przygotowawczy to dla każdego miasta szansa na rozwój. Nawet po przegranej nie wolno hamować tego rozpędu.
[b]W Polsce trudno na razie mówić o rozpędzie. Kandydujące miasta – a szczególnie stolica – nie chcą zdradzać wszystkich swoich planów. Boją się konkurencji. Jak ocenia pan taką strategię milczenia?[/b]
Nikt nie ma prawa do zakładania kurtyny. Koniecznie trzeba mówić o wszystkim, bo przygotowania do Europejskiej Stolicy Kultury to przede wszystkim odpowiedzialność wobec państwa i społeczeństwa. Ja natychmiast chętnie opowiadam o pomyśle, jaki przychodzi mi do głowy. To gwarantuje mi, że będzie tylko mój i nikt z konkurencji już nie odważy się go wykorzystać.
[b]Jakie rady dałby pan Warszawie? Jest jakiś sposób na wygranie wyścigu do tytułu ESK?[/b]
W ostatnich latach panuje tendencja do promowania małych miast, takich jak Linz czy Pecz, który w wyścigu o ESK 2010 ostatecznie pokonał nawet Budapeszt. To oczywiście nie reguła. Proszę nie odbierać moich słów jako złowróżenia, lecz raczej motywację do działania. To, że Warszawa jest duża, nie znaczy, iż może starać się mniej niż małe miasta. Wręcz odwrotnie. Mam więc dla niej jedną, podstawową radę: niech nie czyni przygotowań lewą ręką.