Urlop w wakacyjnym szczycie oznacza zgodę na nieco szlachetniejszą odmianę fast foodu, nieprofesjonalną obsługę albo masówkową opcję all-inclusive, która z dobrym jedzeniem rzadko ma cokolwiek wspólnego.
Nie dotyczy to tylko niektórych krajów. Tajlandii, bo tam je się zawsze dobrze. I Meksyku, gdzie dzisiaj turyści są na wagę złota.
Szef Fiata w Polsce Enrico Pavoni jako horror wspomina sierpniowe wakacje we Włoszech. Siedział przy stole z rodziną, rozmawiali po polsku. Zamówili spaghetti z sosem pomidorowym, dostali rozgotowane kluchy z keczupem. Pavoni nie wytrzymał i zrobił awanturę. Oczywiście po włosku. Kelner zgiął się w ukłonie i tłumaczył, licząc, że znajdzie zrozumienie: – Myślałem, że jesteście Polakami. Włochom bym tego nie podał. Pavoni, który z gruntu rzeczy jest bardzo wyrozumiałym panem, nie wytrzymał po raz drugi.
Hiszpański kelner w jednej z restauracji na hiszpańskiej Costa del Sol, który w połowie września podawał nam doskonałe grillowane sardynki i z zadowoleniem patrzył, jak nam smakują, powiedział wprost:
– Nie przyjeżdżajcie tutaj w lecie. Nikt was porządnie nie obsłuży, a na przyzwoite jedzenie nie macie co liczyć.
Ta prawda potwierdziła się kilka dni temu na greckich wyspach. Nie byłam dotychczas zwolenniczką greckiej kuchni. Wiem, że w tym poglądzie jestem dość odosobniona, ale kojarzyła mi się ze zbyt tłustą zapiekanką mussaką i lekko przywiędłą sałatką z pomidorów, ogórków, cebuli, sałaty i sera feta polaną zbyt dużą ilością oliwy.
Na Mykonos tydzień temu dostałam taki sam zestaw. Ale jaki zestaw! Pomidory dojrzałe, pachnące i słodkie, jakby zdjęte prosto z krzaka. Kruchutki słodki ogórek, jędrna sałata. Oliwa, którą sałatka została polana, to cudo samo w sobie. Pachnąca, jak najdroższa z Toskanii, ale jeszcze bardziej aromatyczna. Do tego gigantyczny okoń morski z grilla. Kilkukilogramowa ryba upieczona bez soli, dokładnie tak długo, jak trzeba. W środku soczysta, a kawałki mięsa odchodziły jak polędwica.
Do polania bielutkiego mięska sos z oliwy i soku cytrynowego, w tych samych proporcjach, podawany w półlitrowych butelkach, których w restauracji było tylko dwie.
Do stołu podawał właściciel bacznie obserwujący, co komu smakuje, a co zostaje na talerzach. Wobec niejadków zaczynał dochodzenie zaczynające się od pytania: co jest nie tak?
Nie wyobrażam sobie takiego zainteresowania w sezonie, kiedy między stołami niezgrabnie biegają spoceni studenci zatrudnieni tylko na lato. Sezon na greckich wyspach, Portugalii, we Włoszech i Hiszpanii zaczyna się 15 czerwca i trwa do 15 września. I miesiąc wcześniej i miesiąc później jest tam ciepło.
Jeśli kogoś interesuje naprawdę dobra kuchnia, powinien albo urlop bardzo przyspieszyć, albo spokojnie z nim poczekać.