To tak, jakby chcieli sprowadzić Irlandczyków do roli supportu, czyli grupy otwierającej show. Zmusić Bono, który skanduje: "Uno, dos, tres!", do odliczania końca panowania na poprockowej scenie.
[wyimek][b][link=http://www.rp.pl/galeria/9145,1,525762.html]Coke Live Festival na zdjęciach[/link][/b][/wyimek]
– Tak, chcemy być najważniejszym zespołem świata – potwierdził niedawno Chris Wolstenholme, basista Muse.
Widziałem Anglików w zeszłym roku, a po krakowskim festiwalu nie mam wątpliwości, że dla nastolatków Bono już został zdetronizowany przez Matthew Bellamy'ego, lidera Muse. Wokalista U2 pokazuje się na politycznych salonach i wchodzi w marketingowe sojusze z liderami globalnej komunikacji. Tymczasem Bellamy zawarł pakt z bohaterami "Zaćmienia" Stephanie Meyer, najpopularniejszego młodzieżowego cyklu ostatnich lat. Przypieczętował go hitami, które dostarczył do ekranizacji sagi. I kiedy zaśpiewał "Supermassive Black Hole" – krakowska publiczność oszalała.
[srodtytul]Liderzy buntu [/srodtytul]
Zespół Muse wystąpił na festiwalu sponsorowanym przez Coca-Colę, ale nie jest kolejną pacynką w lalkowym teatrzyku światowego show-biznesu, gdzie pociągają za sznurki prezesi fonograficznych gigantów. To nowy lider buntu, który krytykuje współczesny turbokapitalizm, posługując się językiem "Folwarku zwierzęcego" i "1984" Orwella. Główne elementy wizualizacji – ekrany w kształcie plastrów miodu – przedstawiały naszą cywilizację jako zhierarchizowane społeczeństwo pochłonięte niewolniczą pracą. A gdy Bellamy, śpiewając "Uprising", zapewniał, że nikt nie zdoła go do niczego zmusić, kilkadziesiąt tysięcy młodych ludzi podniosło do góry palce i wykrzyczało: "Zwyciężymy, naprzód"!
Koncert zakończył podniosły hymn Muse "Knights of Cydonia", a słowa "Ty i ja musimy walczyć o swoje prawa" robiły równie mocne wrażenie jak towarzysząca im eksplozja sztucznych ogni.
Czy krytyka globalnych korporacji i komercjalizacji jest jedynie słownym fajerwerkiem, czy Muse ogra Wielkiego Brata, okaże się po premierze kolejnej płyty. Bo, paradoksalnie, o ile przesłanie piosenek jest coraz bardziej radykalne, o tyle brzmią one, tak jak "Undisclosed Desires", coraz bardziej popowo. Bellamy uwielbia grać ostre riffy jak Brian May i świetnie sprawdza się za fortepianem, śpiewając z rockoperowym melodramatyzmem Freddiego Mercury'ego. Jednak rytm perkusji Dominica Howarda bywa wręcz dyskotekowy, zaś aranżacje instrumentów klawiszowych – coraz bliższe brzmieniom klubowym.
[srodtytul]40 tysięcy słuchaczy [/srodtytul]
Na Coke, który gościł ponad 40 tysięcy fanów, wystąpili również raperzy z N.E.R.D, poppunkowi Panic! At The Disco oraz królowie techno z Chemical Brothers. Ale, poza Muse, publiczność rzucił na kolana Jared Leto z 30 Seconds to Mars. Schlebiał widzom, dopieszczał ich akustycznymi balladami.