Fundacja organizująca spektakle, wystawy i koncerty, na których gościli między innymi Robert Wilson, Philip Glass czy Emir Kusturica. Jeśli wyjaśnię, że ta niecodzienna kooperacja ma miejsce we Włoszech, znanych powszechnie ze swojej atencji wobec kwestii kulinarnych, nie powinno to nikogo dziwić.

Mowa tu o sycylijskiej Fondazione Orestiadi i działającej pod jej patronatem winnicy Orestiadi. Filozofię producenta wina można w skrócie określić tak: mamy odpowiednie gleby i fantastyczny klimat, z pomocą nowoczesnej technologii zróbmy coś, żeby tchnąć życie w nasze tradycyjne sycylijskie wina. A jest nad czym pracować! Pod koniec ubiegłego wieku wina z Sycylii zaczęły rozmieniać się na drobne. Oszołomieni własnymi możliwościami winiarze, dążąc do jak najwyższych plonów i prześcigając się w ilości wyprodukowanych butelek, przestali przykładać wagę do jakości swoich win. Oczywiście po jakimś czasie odbiło im się to potężną czkawką. Jednak czy winnicy Orestiadi udało się zrealizować swoje zamierzenia?

Produkują dziś pięć grup win. Chlubą winnicy są wina Orestiadi nazwane kolejno imionami bohaterów antycznej trylogii Ajschylosa „Oresteja", częściowo starzone w dębowych beczkach o pojemności 225 l (tzw. barrique).

Jednak moją uwagę przykuły butelki z linii o wdzięcznej rustykalnej nazwie Molino a Vento (czyli po polsku Wiatrak). Zachęcony informacją, że „uosabia ona śródziemnomorskie klimaty", że jest „esencją rozgrzanej słońcem ziemi Sycylii", sięgnąłem po sycylijskiego klasyka – Nero d'Avola. Ten szczep, znany również pod nazwą calabrese, jest uprawiany na Sycylii od wieków. „Nero", czyli czarny, odnosi się oczywiście do ciemnego koloru owoców, a „Avola" to sycylijska miejscowość, być może kolebka szczepu, choć to nic pewnego. Z racji barwy i solidnej budowy nero d'Avola był chętnie używany do różnych kupaży, ale od kilkunastu lat znów często pojawia się solo. Charakteryzuje się wysokim poziomem tanin i średnią kwasowością. Czasem przypomina syrah.

Otwieramy. Owocowy nos z nutą lukrecji i darów lasu – jeżyn, malin i jagód. Okrągły, lekko mineralny, bezpretensjonalny smak. Finał również zdecydowanie owocowy. Perfetto! Doskonale pasuje do tradycyjnej sycylijskiej pasty alla norma – makaronu z pomidorami i bakłażanem, ale nie zaszkodzi też sałatce z kurczakiem lub chilli con carne. W pikantnym towarzystwie tego ostatniego uzyska zaskakującą słodycz i zawadiacki charakter.

Zaspokoiwszy podniebienie, wgłębiam się nieco w najnowszą historię regionu. Winnica położona jest na wzgórzach z widokiem na miejscowości Gibellina i Trapani oraz dolinę Belice. W 1968 roku trzęsienie ziemi o sile 6 stopni w skali Richtera zniszczyło tę okolicę. Gibellina była jedną z miejscowości, które ucierpiały najbardziej. Odbudowano ją...  w nowym miejscu, zaś ruinami w 1985 roku zainteresował się włoski artysta Alberto Burri. Przekształcił je w poruszający pomnik nazwany, od jego nazwiska, Cretto di Burri. Odtworzył układ ulic, ale miejsca po budynkach zalał betonem do wysokości półtora metra.

Przemierzając Sycylię podczas winnych lub nie-winnych wędrówek, z pewnością warto Cretto di Burri zobaczyć.