Stany Zjednoczone i Polska zwiększą współpracę w zakresie bezpieczeństwa obronności oraz energetyki. Prezydenci Donald Trump i Andrzej Duda podpisali deklarację w tej sprawie.

Do podpisania wspólnej deklaracja doszło podczas spotkania prezydenta Donalda Trumpa z prezydentem Andrzejem Dudą.

Jak zauważono, Andrzej Duda dokument podpisywał na stojąco. Obok siedział prezydent Donald Trump. Winę za tę sytuację mają ponosić polscy dyplomaci, którzy szczegółowo nie zaplanowali wizyty.

"Sprawa jest wbrew pozorom poważna. W świecie dyplomacji ważne są także gesty. Publikacja przez prezydenta Trumpa zdjęcia, na którym Prezydent Rzeczypospolitej podpisuje na stojąco wspólną deklarację jest okazaniem braku szacunku nie tylko Prezydentowi, ale generalnie Polsce i Polakom, bo nas tam przecież reprezentował. Za dopuszczenie do takiej sytuacji powinny z pewnością polecieć głowy w kancelarii prezydenta" - ocenił wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka.

"Ta wizyta, która zresztą nie przyniosła żadnych konkretów, miała być normalizacją stosunków, po blamażu z ustawą o IPN. I sposób w jaki najwyższy przedstawiciel Polski został potraktowany tylko mnie utwierdza w tym, że wycofanie się z tej ustawy pod presją USA i Izraela było koszmarnym, poniżającym Polskę błędem. Przypominam, że wtedy PiS i PO głosowały za, a tylko Kukiz'15 przeciw" - dodał.

Zdaniem Tyszki zapowiadana przez rząd "polityka wstawania z kolan" nie sprawdza się. "Czekamy na to, aż Polacy się obudzą z partyjnego snu zaczną w końcu głosować na tych, którzy w sposób profesjonalny będą walczyć o polskie interesy i nie pozwolą na poniżanie naszego państwa na arenie międzynarodowej" - napisał.