Reklama

Prokuratura: Mirosław G. poniżał, zastraszał i bił

Despota, zastraszający, poniżający, a nawet bijący podwładnych łapówkarz - taki obraz dr. Mirosława G. znanego kardiochirurga przedstawiają prokuratorzy.

Aktualizacja: 10.09.2008 20:37 Publikacja: 10.09.2008 16:59

Mirosław G. w sądzie

Mirosław G. w sądzie

Foto: Fotorzepa, Pio Piotr Guzik

Serwis internetowy tvp.info dotarł do aktu oskarżenia warszawskiej prokuratury okręgowej przeciwko znanemu kardiochirurgowi.

Warszawscy śledczy zarzucili dr Mirosławowi G. byłemu ordynatorowi w szpitalu MSWiA popełnienie 42 przestępstw, głównie związanych z mobbingiem wobec podwładnych i przyjmowaniem łapówek od rodzin pacjentów. Z wysłanego wczoraj do sądu aktu oskarżenia, do którego dotarł serwis tvp.info wynika, że 10 podwładnych kardiochirurga oskarżyło go o mobbing. Lekarze i pielęgniarki określili dr G. jako "nie znoszącego sprzeciwu, nieprzewidywalnego autokratę, który stworzył na kierowanym przez siebie oddziale atmosferę grozy, zastraszał i stresował personel".

Personel medyczny miał być zmuszany do pracy w nadgodzinach, ale dr G. miał zabraniać wpisywania do specjalnego zeszytu godzin wyjścia ze szpitala. Według innego podwładnego Łukasza Ch., lekarze byli zastraszani groźbą wykreślenia z dyżurów, co wiązało się z utratą premii.

Świadkowie zeznali, że wielu podwładnych dr. G. poddało się "terrorowi", bo rozwój zawodowy lekarzy był całkowicie uzależniony od ich szefa. Nagminne miało być wzywanie personelu do pracy, nawet w czasie uzgodnionych wcześniej dni wolnych. Z kolei według Krzysztofa R., jego szef premiował osoby, które były mu potrzebne, pozostałe były poniżanie i regularnie zastraszane. - Z powodu ordynatora z pracy odeszło ok. 80 osób - zeznał R.

Sam G. twierdzi, że żadnego mobbingu nie było. Ordynator zeznał, ze w klinice zastał "niekompetentny i wrogo nastawiony zespół, brak organizacji pracy, dyscypliny, brak regulacji w zakresie obowiązków i odpowiedzialności lekarzy i pielęgniarek".

Reklama
Reklama

W akcie oskarżenia poważnie brzmią zarzuty korupcyjne.

Z relacji pacjentów, których bliskich leczył dr G. wynika, że lekarz często sugerował wpłacanie różnych kwot "na oddział" lub na sfinansowanie kosztów pobytu w szpitalu. Jeden z pacjentów Wacław B. zeznał, że gdy odmówił wpłacenia 2-3 tys. zł usłyszał od lekarza: "proszę nie zapominać, że idzie pan na operację i może być różnie".

Dowodami w sprawie korupcji są zeznania pacjentów i ich rodzin oraz zapisy z kamery ukrytej w gabinecie lekarza. Większość osób, które obciążyły dr G. zarzutem łapówkarstwa to rodziny pacjentów, którzy zmarli po operacjach. Zdecydowana większość świadków, których bliscy przeżyli zabiegi, nie wspominały o żądaniach korupcyjnych.

Sam lekarz kategorycznie zaprzeczył oskarżeniom. Przyznał, że wielokrotnie przyjmował jako podziękowanie kwiaty, alkohole i książki. Według G. kilkakrotnie miało się zdarzyć, że pacjenci czy ich bliscy zostawili w gabinecie zawiniątka, w których jak się okazywało były koperty z pieniędzmi. Co się z tymi peiniędzmi stało - niewiadomo.

Proces dr G. i 22 osób, które miały wręczać łapówki zacznie się prawdopodobnie dopiero za kilka miesięcy.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Kraj
Czy cmentarz w Otwocku kryje masowy grób żołnierzy AK? Sensacyjny post prezydenta miasta
Warszawa
Rekordowa transakcja w Warszawie. 26 mln zł za trzy apartamenty przy Anielewicza
Kraj
Znieważyli policjantów, a teraz ich przepraszają
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama