[b]Rz: Prezes PiS już dzwonił z gratulacjami?[/b]
Marek Migalski: Nie dzwonił, a dlaczego miałby to robić? Wykonałem po prostu swoją robotę, nic więc szczególnego nie zrobiłem. Trudno, żeby gratulował każdemu, że zrobił coś, co do niego należało.
[b]Debiutant osiąga ósmy wynik w kraju?[/b]
Sam się nie spodziewałem aż tylu głosów. To dla mnie absolutny szok.
[b]Zapytam pana jako politologa: skąd tak duże poparcie dla debiutanta?[/b]
Jest to z pewnością polityczny kredyt zaufania wynikający z mojego poprzedniego życia zawodowego.
[b]Czyli według pana co zdecydowało?[/b]
Jestem osobą pojawiającą się w mediach, a fakt ten tylko może pomóc, nigdy nie zaszkodzi. Miałem także dobrze przygotowaną kampanię wyborczą i jasne, sprecyzowane poglądy na politykę, które wygłaszałem. Jestem też krytyczny, ale merytorycznie rozmawiający o polityce. Potrafię się obronić, jak ktoś mnie gryzie po kostkach, ale myślę, że robię to na poziomie.
[b]Jak pan myśli, kto na pana głosował?[/b]
Opowiem o szczególnie miłym telefonie z gratulacjami od mojego byłego studenta, zagorzałego platformersa. Powiedział: „Panie doktorze, głosowałem na pana, bo głosowałem na osobę, nie na partię”. Myślę, że w PiS będę właśnie taką wartością dodaną.
[b]Myśli pan, że zakończyła się pańska kariera naukowa?[/b]
Skąd! Paweł Śpiewak był w PO, odszedł i to mu się tylko jako naukowcowi przysłużyło. Liczę, że ze mną też tak będzie. Na razie biorę urlop bezpłatny na uniwersytecie, bo nie chcę niczego robić byle jak.
[b]A do PiS pan w końcu wstąpi?[/b]
Nie wykluczam takiej opcji.