Zdaniem generała Stanisława Kozieja, nikt na świecie nie ma większych wątpliwości co do tego, co stało się z samolotem malezyjskich linii lotniczych i kto jest jej winny katastrofy w obwodzie donieckim.

- Jest ponad 90 procent pewności, że malezyjski samolot został zestrzelony. Poszlaki i dowody pośrednie są oczywiste - stwierdził szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego podczas wywiadu w radiowej Jedynce. Szans na rzetelne wyjaśnienie incydentu nie ocenia jednak wysoko.

- Zapewne nie ma tak dużo szans, by złapać za rękę tego, który odstrzelił. Aczkolwiek, wydaje się, że gdyby Rosja zechciała jednoznacznie i twardo współpracować, to ona byłaby w stanie złapać tego, który to odpalił - powiedział Koziej. I wskazał na powiązania między separatystami a Moskwą.

- W tej chwili separatyści i Rosja to już jest jedność. Wyraźnie widać, że oni są pod wpływem Rosji, że wręcz są kierowani przez rosyjskich oficerów lub biorą tam udział obywatele rosyjscy - tłumaczył generał. Ocenił jednak, że zestrzelenie samolotu MH17 było "błędem o bardzo tragicznych konsekwencjach, za który trzeba ponieść konsekwencje".

Jak podkreślił Koziej, konsekwencje wydarzenia dla Rosji są dwojakie. Po pierwsze, oznacza to cios we front propagandowy, który był jednym z filarów prowadzonej przez Moskwę "wojny hybrydowej". Po drugie zaś, oburzenie światowej opinii publicznej może doprowadzić do skonsolidowania państw zachodnich przeciw Kremlowi i bardziej stanowczych działań.

- Wydaje się, że ta polityka kunktatorstwa prowadzona przez wiele państw zachodnich wobec Rosji będzie bardzo mocna ograniczona w wyniku głosu opinii publicznej - podsumował Koziej.