Po awanturze, do której doszło między parą, mężczyzna opuścił mieszkanie. Kobieta zaczęła do niego wydzwaniać. – Gdy jej partner nie odbierał telefonu wpadła w złość. Zaczęła wysłać mu SMS-y z pogróżkami – opowiadają śląscy policjanci.
Później agresja u kobiety wzrosła. Najpierw zaczęła demolować meble, a potem podpalać różne przedmioty, które sama je zaraz gasiła.
- Nie poradziła sobie jednak z ogniem, który wznieciła w sypialni. Dym kłębami zaczął wydobywać się z mieszkania – dodają funkcjonariusze.
Podpalaczka pobiegła na balkon i zaczęła wzywać pomocy. Na miejsce przyjechała straż pożarna. Wcześniej, widząc kłęby dymu, na pomoc kobiecie ruszyli sąsiedzi. Jednak mieszkańców ratownicy wyprowadzili z palącego się lokalu.
Lokatorzy ulegli lekkiemu zatruciu dymem. Pogotowie zabrało ich do szpitala, gdzie lekarze udzielili im pomocy.
Policja zatrzymała podpalaczkę. Była pijana. Alkomat wykazał u niej blisko 2 promile alkoholu w organizmie.
Po wytrzeźwieniu kobieta usłyszała zarzut zniszczenia mienia dużej wartości. Właściciel zniszczonego mieszkania straty wycenił na 100 tys. zł. Teraz kobiecie grozi do pięciu lat więzienia.