Aleksander Kwaśniewski mówił w Radiu Zet, że jego zdaniem prezydentowi Karolowi Nawrockiemu bliżej niż do PiS jest do Konfederacji. Jest też znacznie bardziej niezależny od swojego zaplecza politycznego, niż jego poprzednik – Andrzej Duda. – On był jednak stricte z PiS, współpracował z Lechem Kaczyńskim, był w strukturach rządowych. Nawrocki nie i on się zrywa Kaczyńskiemu z pełnej kontroli, którą mieli nad Dudą. Nawet jeśli ma osoby z PiS w Pałacu, to są to ludzie wybrani przez niego. Myślę, że nie doceniono pewnego radykalizmu w jego przypadku – podkreślił były prezydent. 

„Niebezpieczny plan” Karola Nawrockiego

Dodał, że Nawrocki ma według niego „niebezpieczny plan”, który ma – poprzez walkę z rządem – doprowadzić do jego upadku i w wyborach w 2027 r. do zwycięstwa prawicy, nawet jeśli będzie ona podzielona. – Żeby w sumie miała więcej niż 50 proc. i być wówczas akuszerem rządu, dla którego on – zgodnie z konstytucją – będzie wyznaczał premiera – tłumaczył Kwaśniewski. Zaznaczył, że w ten sposób Nawrocki chce mieć podległego sobie premiera i w praktyce doprowadzić do przejścia na system prezydencki bez zmiany konstytucji. Obecny prezydent nie będzie musiał więc musiał mieć 2/3 głosów w Sejmie potrzebnych do zmiany systemu, żeby w praktyce mieć wpływ na możliwość powoływania i odwoływania ministrów czy szefów służb. 

– Jeśli Nawrocki będzie akuszerem tego prawicowego układu i będzie miał swojego człowieka jako premiera, to ten wertykał władzy stanie się czytelny – przekonywał Kwaśniewski. 

Aleksander Kwaśniewski: Polaryzacja to dziś katastrofa 

Były prezydent zauważa też, że Karol Nawrocki opiera swoją prezydenturę na polaryzacji i konfrontacji z Donaldem Tuskiem. Jego zdaniem wynika to również z tego, jak w dzisiejszych czasach wygrywa się wybory – zaznaczając różnice – a nie jak w latach 90. – szukając sposobu na niezdecydowanych. – Kiedyś trzeba było iść w stronę centrum, czyli szukać głosów niezdecydowanych, których było całkiem sporo. Dlatego te „kanty” trzeba było raczej szlifować. Łagodzić język, szukać porozumienia, iść na pewne kompromisy – mówił. – Dziś nowym paradygmatem jest polaryzacja. Czyli dzielimy społeczeństwo. „My i oni. My słuszni, tamci wrogowie, zdrajcy, zaprzańcy i tak dalej” – dodał.

Przyznał, że jego zdaniem taki plan na 5 lat prezydentury to duży błąd, a w warunkach zewnętrznego zagrożenia, w jakich dzisiaj żyjemy, to „wręcz katastrofa”. – Dlatego od prezydenta oczekiwałbym, że on raczej skleja ten kapitał społeczny, a Karol Nawrocki nie chce tego robić. Nawet język używany przez niego jest odstręczający tę drugą część – zaznaczył.