W połowie lutego Olga Malinkiewicz, znana naukowczyni od perowskitów, publikuje na swoich kanałach społecznościowych wpis: „Moi drodzy, w związku z ostatnimi publikacjami na temat konfliktu Columbus Energy i DC24 ASI a Saule, na prośbę głównego bohatera tych rewelacji Iwana Czuryłowicza, podaję do Waszej wiadomości treść jego oświadczenia wraz z załączonymi dokumentami”.

Reklama
Reklama

Burzliwy konflikt inwestorów w spółce Saule, która miała skomercjalizować przełomowe ogniwa perowskitowe w energetyce, od kilku miesięcy rozpala media, nie tylko biznesowe. Pełen kontekst opisujemy pod tym linkiem. Naukowczyni ma doradzać tajemniczy Iwan Czuryłowicz, którego poznała na gali TVP Polonia w 2016 r. Oboje byli laureatami nagrody „Za zasługi dla Polski i Polaków poza granicami kraju”. Do tej historii jeszcze wrócimy. Dekadę później, 52-letni Czuryłowicz w kanałach społecznościowych Malinkiewicz musi wytłumaczyć się, kim jest.

Czytaj więcej

O co chodzi w konflikcie w spółce Saule? Dwie „prawdy” w sporze o polskie perowskity

„W świetle ostatnich doniesień w polskiej prasie odnośnie mojej rzekomej roli w konflikcie wokół Saule, chciałbym wyjaśnić pewne dotyczące mnie fakty” – zaczyna. I przedstawia imponujący życiorys. „Ukończyłem ekonomię na Uniwersytecie Warszawskim (na którym później robiłem doktorat na tym samym kierunku), Nauki Polityczne na Uniwersytecie Stanu Nowego Jorku w Stanach Zjednoczonych, Prawo na King’s College London oraz Stosunki międzynarodowe/Dyplomację na University of Oxford w Wielkiej Brytanii. Byłem stypendystą Rządu Polskiego, Open Society Institute oraz University of Oxford. Jako obywatel Rzeczypospolitej Polskiej pracowałem w Brukseli dla Ministra Janusza Onyszkiewicza, Ministra Bronisława Geremka oraz Ministra Jana Kułakowskiego” – wylicza Czuryłowicz.

I dalej podaje: „Z ramienia Banku Światowego pracowałem jako Główny Doradca Ministra Finansów Ukrainy, obywatela Stanów Zjednoczonych. Uczestniczyłem m.in. w negocjacjach z Międzynarodowym Funduszem Walutowym i wspólnie z polskim Ministerstwem Spraw Wewnętrznych nadzorowałem pomoc polskiego rządu dla Ukrainy”.

Kiedy Czuryłowicz publikuje oświadczenie, „Rzeczpospolita” już od kilku miesięcy bada jego przeszłość. I widzimy, że właściwie nic, co pisze o sobie tajemniczy doradca, nie zgadza się z tym, co odkrywamy. Kim jest podejrzany człowiek, który ma „rozgrywać” konflikt w spółce, z jaką wiązano tak wielkie nadzieje na dołożenie polskiej cegiełki do technologicznego rozwoju?

Białoruski opozycjonista, który nie trafił do łagru

Iwan Czuryłowicz zbudował swoją karierę w Polsce i na świecie na legendzie odważnego białoruskiego opozycjonisty. Pod koniec lat 90. ubiegłego wieku był działaczem Młodego Frontu – organizacji stworzonej przeciwko konsolidacji władzy Aleksandra Łukaszenki. Miał w nim pełnić funkcję sekretarza wykonawczego zarządu. Z monografii Pawła Siewiaryńca, legendarnego lidera Młodego Frontu, wiemy, że Czuryłowicz brał czynny udział w przygotowaniach do Drugiego Marszu Wolności, jaki odbył się w Mińsku 15 marca 2000 r.

Siewiaryniec odsiedział w łagrach 11 lat. Wyszedł na wolność w grudniu 2025 r. wraz z grupą kilku innych więźniów politycznych – został deportowany z Białorusi na Ukrainę. Dziś z rodziną mieszka na Litwie.

Czytaj więcej

Dr Olga Malinkiewicz z prestiżową nagrodą. Wielki sukces polskiej naukowczyni

Skąd Czuryłowicz wziął się w organizacji? Kto go polecił? Skąd pochodzi? Koledzy z dawnych lat, z czasów działalności opozycyjnej, niewiele o nim mogą powiedzieć. „O Janie Czuryłowiczu już od dawna nic nie słyszałem” – odpisuje nam Paweł Siewiaryniec. „Pamiętam, że przez pewien czas zajmował w Młodym Froncie stanowisko w dziale międzynarodowym, pracował w Warszawie. Czy jest Białorusinem? Myślę, że tak. Może urodził się w Polsce, a może nie. Skąd się pojawił i skąd pochodzi, trudno powiedzieć – Młody Front lat 90. i początku lat 2000. był naprawdę masowy i dynamiczny. Bywało, że w ciągu roku skład osobowy w aktywnych strukturach zmieniał się od jednej trzeciej do połowy. Na pewnym etapie (początek lat 2000.) Jan Czuryłowicz był zauważalny, organizował konferencje prasowe za granicą, pojawiał się w mediach. Możliwe, że widziałem się z nim gdzieś na Białorusi. Za granicą? Być może później, gdy byłem już przewodniczącym BChD (Białoruska Chrześcijańska Demokracja – red.), a on asystentem Janusza Onyszkiewicza” – opisuje Siewiaryniec.

Czy Czuryłowicz siedział w więzieniu za działalność opozycyjną? „Nie przypominam sobie sprawy karnej. Zatrzymania i areszty mogły mieć miejsce, w tamtym czasie najczęściej kończyły się dobą (krótkoterminowym aresztem – red.)” – odpowiada.

W prasie z lat 90. Czuryłowicz występuje jako lider Białoruskiego Frontu Narodowego. „Kurier Wileński” w 1997 r. daje krótką notkę agencyjną o pikiecie przeciwko Łukaszence w Warszawie organizowanej z Unią Wolność i KPN. „Jan Czuryłowicz, lider BFN rok temu pracował w jednej z białoruskich gazet opozycyjnych. Napisał artykuł o fałszowaniu wyników referendum, po czym w wyniku represji uciekł do Polski. Obecnie ubiega się o status uchodźcy” – czytamy.

„Nie można powiedzieć, że Jan Czuryłowicz był liderem” – zastrzega jednak Siewiaryniec. Jak wyjaśnia, „w Młodym Froncie oprócz przewodniczącego było zazwyczaj czterech, pięciu zastępców, plus kierownicy regionalni (sześć obwodów i Mińsk). Jeśli brać pod uwagę top 10, to nie. Jeśli top 100, to zapewne Czuryłowicz przez kilka lat się w nim znajdował” – zaznacza.

Dlaczego nie spotkały go represje ze strony reżimu? Siewiaryniec: „Wydaje mi się (mogę się mylić), że mieszkał w Polsce, dlatego też nie trafił do więzienia ani do łagru”.

Student Uniwersytetu Warszawskiego z rosyjskim paszportem

Iwan Czuryłowicz przyjechał do Polski i na Uniwersytecie Warszawskim – jak twierdzi w oświadczeniu – studiował ekonomię, a później jeszcze na tej uczelni się doktoryzował. Sprawdziliśmy. To nieprawda. – Osoba o takich danych nie uzyskała stopnia doktora na Uniwersytecie Warszawskim – odpowiada nam dr Anna Modzelewska, rzeczniczka prasowa UW.

Doktoranta Iwana Czuryłowicza odnajdujemy jednak w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. Był „doktorantem przez w roku akademickim 2003/2004. W roku 2004 złożył prośbę o odroczenie studiów” – odpisuje „Rzeczpospolitej” biuro prasowe PAN.

Czy skończył w ogóle ekonomię na UW, jak oświadczył? Anna Modzelewska odmawia odpowiedzi z uwagi na „ochronę danych osobowych”. – Sam fakt ujawnienia informacji przez zainteresowanego nie oznacza, że uczelnia może je potwierdzać lub uzupełniać wobec osób trzecich – stwierdza rzeczniczka.

Czytaj więcej

Agent FSB ze stypendium polskiego rządu. Jak rosyjski szpieg znalazł się na specjalnej liście MSZ?

Udaje nam się nieoficjalnie ustalić, że Iwan Czuryłowicz (zgadza się jego data urodzenia) jest wpisany do elektronicznej ewidencji Uniwersytetu Warszawskiego. Odkrywamy, że ma on obywatelstwo rosyjskie, a nie białoruskie.

Jest tam podana data i miejsce jego urodzenia: Stolin, miasteczko, które do 1991 r. należało do ZSRR. Przy wpisie dotyczącym Czuryłowicza słowo „Rosja” figuruje w trzech miejscach – jest wpisana jako kraj wydania paszportu, kraj pochodzenia oraz przy określeniu obywatelstwa.

Jednak uniwersytecki rejestr, który zazwyczaj jest kopalnią informacji o studentach, w przypadku Czuryłowicza jest praktycznie pusty – nie ma żadnych wpisów, które by potwierdzały, że studiował ekonomię. Nie wskazano lat, w jakich studiował, nie ma także informacji o etapach kształcenia ani wreszcie adnotacji, że ukończył studia i jest absolwentem tej uczelni.

Nawet kierunek, na jakim studiował, nie jest wskazany wprost. W rubryce „jednostka osoby” znajduje się oznaczenie cyfrowe przynależne do Wydziału Nauk Ekonomicznych. Według naszych nieoficjalnych ustaleń Czuryłowicz miał obronić magisterium w 1999 r. Jednak nikt nie potrafi wyjaśnić, dlaczego dane o etapach kształcenia i uzyskaniu dyplomu (każdy ma oznaczenie numerowe) w bazie przy nazwisku Czuryłowicza są puste. Dlaczego to takie ważne?

Pokazujemy to byłemu pracownikowi uczelni. – Formalnie, to jakby nic nie studiował i nie skończył. Wygląda to tak, jakby ktoś wpisał go „z palca” w bliżej nieokreślonym czasie: personalia, rodzaj dokumentu tożsamości i adresy w Polsce – mówi nasz rozmówca, który nie ukrywa zdziwienia. Bo w takiej ewidencji powinny się znaleźć naprawdę szczegółowe informacje o studencie – nie tylko data przyjęcia lub wznowienia studiów, ale status zaliczenia, przerwy w trakcie nauki, dyplomy, czyli pełne dossier. Tymczasem ekonomiczne wykształcenie ma kolosalne znaczenie w późniejszej karierze Czuryłowicza.

Iwan Czuryłowicz doradzał polskim politykom, w tym byłemu szefowi MON Januszowi Onyszkiewiczowi

Działalność w białoruskiej opozycji otworzyła Iwanowi Czuryłowiczowi pierwsze drzwi do wielkiego świata. Został polecony – choć nie udało nam się ustalić, przez kogo – Januszowi Onyszkiewiczowi, byłemu ministrowi obrony, gdy ten został wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego z ramienia Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy (lata 2004-2007).

„Jan Czuryłowicz był jednym z moich asystentów w czasie, kiedy byłem posłem w Parlamencie Europejskim. Zajmował się głównie (choć niewyłącznie) sprawami Ukrainy i Białorusi i był jednym z organizatorów wizyty w Brukseli ówczesnego kandydata białoruskiej opozycji na urząd Prezydenta p. Aleksandra Milinkiewicza” – odpisuje na nasze pytania były minister obrony. Po szczegóły odsyła nas do szefa swojego gabinetu politycznego, Bartłomieja Nowaka.

– Nie znałem Czuryłowicza wcześniej. Po prostu miał się u nas zajmować polityką wschodnią UE, w szczególności wspomaganiem demokratycznej opozycji w Białorusi. Kiedy zakończyła się kadencja, nasze drogi się rozeszły, już go później nie spotkałem – mówi „Rz” dyplomatycznie Nowak.

Akty dywersji i sabotażu w Europie

Akty dywersji i sabotażu w Europie

Foto: Infografika PAP

Rozpytujemy polityków i ich asystentów z tamtego okresu. Czuryłowicz wkręcał się w różne grupy polityczne, budował sobie kontakty. – Ale nie był lubiany, miał takie szorstkie podejście do ludzi, grał na siebie – opowiada nam jeden z polityków.

Czy prawdą jest, że był nie tylko doradcą Janusza Onyszkiewicza, ale także Bronisława Geremka i Jana Kułakowskiego (obaj już nie żyją)? – Raczej było tak, że Kułakowski i Geremek z Onyszkiewiczem byli w jednej grupie politycznej w Parlamencie Europejskim. Wtedy doradcy i asystenci nie mieli statusu urzędnika PE, więc europosłowie składali się na ich pensje. I tak na pensję Czuryłowicza mogli się dorzucać także Geremek z Kułakowskim – słyszymy.

Według naszych rozmówców Czuryłowicz zaczął wyjeżdżać do Londynu we własnych interesach. Znikał, nie tłumacząc się pracodawcy. Potem zaczął współpracować z różnymi grupami politycznymi w europarlamencie, a to rodziło pytania, co do jego lojalności. Słyszymy, że miał jednocześnie pracować dla Vytautasa Landsbergisa, litewskiego europosła z konkurencyjnej Europejskiej Partii Ludowej – Chrześcijańscy Demokraci i Europejscy Demokraci (późniejsza EPP), co zostało fatalnie odebrane.

Czytaj więcej

Ośmiu byłych ministrów apeluje ws. sojuszu z USA

Naszą uwagę przykuwa jednak, że nikt nie pamięta, kto polecił Czuryłowicza Onyszkiewiczowi i po co tak właściwie byłemu szefowi MON był potrzebny białoruski opozycjonista. Inna osoba z otoczenia Onyszkiewicza, zastrzegając anonimowość, mówi: – To był jeden z tych nielicznych Białorusinów, którzy dobrze mówili po angielsku. Wtedy na Białorusi działy się ważne rzeczy dla demokracji, Onyszkiewicz pracował w organizacjach, które dziś nazwalibyśmy think tankami (np. Stowarzyszenie Euro-Atlantyckie – red.), w których utrzymywano szerokie kontakty z Białorusinami i Ukraińcami. Dziś to może wydaje się dziwne, ale 20 lat temu właśnie tak to wyglądało: ktoś znał angielski, ktoś znał kogoś i polecił, i tak się zostawało asystentem – słyszymy.

W wywiadzie dla portalu Onet Olga Malinkiewicz, pytana o Czuryłowicza, powiedziała, że to „były doradca w Parlamencie Europejskim, pracujący obecnie w Brukseli na rzecz sektora prywatnego”. I rzeczywiście jego praca w PE staje się potem trampoliną do kariery w biznesie. Czuryłowicz wchodzi w najbardziej lukratywną branżę – surowców i energetyki. W 2009 r. zostaje członkiem zarządu odpowiedzialnym za sprawy ekonomiczno-finansowe w należącej do Enei firmie PWE Gubin (rok później spółka trafia do Grupy Kapitałowej PGE). Paweł Mortas, ówczesny prezes Enei nie przypomina sobie powodów jego zatrudnienia. W Enei nie ma jego CV, które muszą składać przed zatrudnieniem członkowie zarządu.

Kontakty z Ukrainą otwierają Czuryłowiczowi drogę na cały świat

Potem fokusuje się na Ukrainie. Ląduje w Sadovaya Group – spółce węglowej z Donbasu, bo firma chce wejść na giełdę w Warszawie. Ale szybko po debiucie nie wydaje obowiązkowych raportów finansowych i zostaje zawieszona (od lat jej akcje są martwe). Zaczyna też działać w Euromajdanie. Przeglądając różne dokumenty z tego okresu, nazwisko Czuryłowicza odnajdujemy w wykazie korpusu dyplomatycznego państw w USA za rok 2016 – w Ambasadzie Ukrainy w Waszyngtonie. Jest obok nazwiska doradczyni politycznej Oksany Szuliar (od 2024 r. odpowiada za akces Ukrainy do NATO). Dopisany tak, jak do osób objętych statusem dyplomatycznym dopisuje się współmałżonków. Na Ukrainie wtedy rządzi Petro Poroszenko – Szuliar pracowała w jego sztabie, po czym zaczęła robić karierę w dyplomacji.

W tym samym czasie, w 2016 r., Czuryłowicz zostaje laureatem nagrody TVP Polonia „Za zasługi dla Polski i Polaków poza granicami kraju”, która jest przyznawana „wyjątkowym osobowościom ze świata nauki, kultury, polityki oraz sportu, które poprzez swoje osiągnięcia promują pozytywny wizerunek Polski i Polaków w świecie”. Tam poznaje Olgę Malinkiewicz. O polskiej naukowczyni, mieszkającej wówczas za granicą, autorce przełomowego wynalazku energii czerpanej z perowskitów, jest już głośno.

Czytaj więcej

Uwierzmy w siebie

To 21. edycja konkursu, w ramach którego w przeszłości nagrodzono np. Jerzego Giedroycia czy Krzysztofa Pendereckiego. Czuryłowicz z kilku powodów nie pasuje do nagrody. Czym rozsławia Polskę?

– Polski ekonomista od lat zaangażowany w działania na rzecz demokratycznych przemian w Europie Środkowej – tak zaczyna się jego prezentacja podczas gali na Zamku Królewskim. – Studiował ekonomię, nauki polityczne, prawo Unii Europejskiej na Uniwersytecie Warszawskim i na Oksfordzie. Jako doradca w PE aktywnie wspierał dążenia krajów Europy Środkowej do członkostwa w UE. W Londynie doradzał zachodnioeuropejskim i polskim przedsiębiorcom inwestującym w Europie Środkowej.

A potem się dowiadujemy, że „odegrał wyjątkową rolę podczas wydarzeń na Majdanie, pośrednicząc w stosunkach między ukraińskimi liderami a zachodnimi politykami”. – Był tłumaczem nie tylko języka, ale procesów zachodzących w Kijowie. Zależało mu na tym, by Zachód zrozumiał naturę Majdanu, jego przyczyny i sens – słyszą goście zebrani na gali, a także widzowie TVP Polonia. – W rządzie Arsenija Jaceniuka był jednym z najbliższych współpracowników ministry finansów Natalii Jareśko. Nadzorował najbardziej krytyczne projekty, między innymi reformę służby celnej i podatkowej.

Nie ma jednak słowa o tym, że Czuryłowicz jest białoruskim opozycjonistą. Chcemy ustalić w TVP, kto zgłosił Iwana Czuryłowicza do tej nagrody. Okazuje się, że nie ma na ten temat żadnych dokumentów. „TVP nie posiada regulaminu wraz z uzasadnieniem przyznania nagród w 2016 r. ani innych dokumentów, o które pani pyta” – odpisuje na pytania „Rzeczpospolitej” Zespół Informacji Publicznej TVP. „Z przeprowadzonych rozmów m.in. z byłym pracownikiem TVP Polonia wynika, że wybór laureatów w/w nagrody odbywał się w pierwszym okresie w następujący sposób: w czasie Kolegium Redakcyjnego pracownicy – uczestnicy kolegium zgłaszali kandydatury wraz z ich uzasadnieniem, a ostateczne decyzje w sprawie wyboru laureatów podejmował dyrektor TVP Polonia. Nie przygotowywano wówczas notatek z tych spotkań. Uzasadnienia dotyczące nagradzania konkretnych osób były przedstawiane w czasie Gali w wystąpieniach dyrekcji, jak i prezentowanych felietonach”. Dowiadujemy się więc, że jedyne, co posiada TVP na temat wyboru Czuryłowicza, to link do audycji z gali TVP Polonia.

Czytaj więcej

Spór o Biełsat – czy rząd macha ręką na to, co się dzieje na Białorusi?

O tamten konkurs pytamy więc Macieja Staneckiego, który w 2016 r. był wiceprezesem TVP i zna Czuryłowicza osobiście. – Poznałem go w latach 90., był działaczem opozycji białoruskiej, pomagałem mu wtedy, jak wiele innych osób, ponieważ współpracowałem z fundacją, która w Polsce pomagała opozycjonistom. Wiem, że uciekł z Białorusi jako student, później dostał polskie obywatelstwo, studiował ekonomię, pracował dla „Życia” z kropką, później pojechał na studia gdzieś za granicę, chyba do Budapesztu. Potem rozluźniły nam się kontakty. Wszystko, co o nim wiem, to jest to, co sam mi powiedział. Nie miałem ani powodu, ani sposobu, żeby to weryfikować – mówi nam Stanecki.

Pytamy MSWiA, czy Czuryłowicz rzeczywiście brał udział w negocjacjach pomocy dla Ukrainy. „MSWiA nie ma wiedzy w tej sprawie” – odpisał nam resort.

Iwan Czuryłowicz odmawia „Rzeczpospolitej” informacji na temat swojego życiorysu

W trakcie śledztwa „Rzeczpospolitej” pojawia nam się wiele pytań. Postanowiliśmy więc zasięgnąć informacji u źródła i wysłaliśmy pytania do samego Czuryłowicza. Dopytywaliśmy o konkretne fakty z jego deklarowanego wykształcenia – m.in. w jakich latach studiował na polskich i zagranicznych uczelniach, kiedy obronił doktorat z ekonomii na UW, na jaki temat, kto był jego promotorem. A także: kiedy otrzymał polskie obywatelstwo i w jakich latach – jak sam opowiada – działał na rzecz pomocy Ukrainie z ramienia polskiego MSWiA.

„Poproszone przez Panie redaktorki powyższe informacje stanowią własność wszystkich wymienionych przez Pań stron i zgodnie z prawem nie mogą być przekazane bez zgody wszystkich tych stron. Uprzejmie proszę o dostarczenie pisemnego potwierdzenia braku obiekcji wymienionych przez Panie instytucji na udzielenie przeze mnie wylistowanych przez Panie informacji i takie informacje zostaną przeze mnie Paniom udzielone” – odpisał Czuryłowicz, próbując jednak wprowadzić nas w błąd, bo to nie instytucje muszą wydać zgodę na podanie tych informacji, ale to on sam musi udzielić jej wymienionym instytucjom, by mogły nam odpowiedzieć.

Czytaj więcej

Turyści czy szpiedzy? Obcokrajowców ciągnie do strategicznych obiektów w Polsce

I dokładnie tak się stało, gdy odezwaliśmy się do wszystkich instytucji, o których w swym życiorysie wspomina Czuryłowicz. Wszędzie, gdzie próbowaliśmy sprawdzać jego historię (zagraniczne i polskie uczelnie, a także Parlament Europejski), początkowo instytucje wskazały wyraźnie, że aby mogły podać nam takie informacje, muszą mieć jego zgodę (ochrona danych osobowych).

Dlatego zwodzeni przez Czuryłowicza, zwróciliśmy się do samej Olgi Malinkiewicz i zapytaliśmy ją, kim dla niej jest tajemniczy doradca, którego inwestorzy oskarżają o manipulowanie naukowczynią. „Pan Czuryłowicz nigdy nie odgrywał i nie odgrywa żadnej roli we wdrożeniu mojego wynalazku. Nigdy nie był i nie jest związany żadną umową ani z Saule, ani ze mną” – odpowiedziała. Gdy dopytaujemy o to czy jej doardza w walce z inwestorami – już nie odpowiada.

ABW bierze Iwana Czuryłowicza pod lupę

Iwan Czuryłowicz, po wielu latach nieobecności na świeczniku miał pojawić się w otoczeniu Malinkiewicz rok temu, gdy Saule Technologies, która miała skomercjalizować perowskity, zaczęła tonąć. Inwestorzy twierdzą, że to jego wejście w orbitę wynalazczyni spowodowało, że plan wyjścia z kryzysu upadł.

Columbus Energy straciła w Saule 57 mln zł. W lutym spółka wydała raport giełdowy, w którym poinformowała o złożeniu zawiadomienia do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. „Obserwowana w przestrzeni publicznej kampania dezinformacyjna, mająca na celu zdyskredytowanie Columbus, stanowi w rzeczywistości skoordynowaną operację, której faktycznym celem jest atak na finanse polskiego inwestora strategicznego, próba wrogiego przejęcia kontroli oraz wytransferowania z Polski strategicznej własności intelektualnej o podwójnym zastosowaniu cywilno-wojskowym” – czytamy w raporcie. Spółka domaga się osłony kontrwywiadowczej, bo uważa, że jest to „atak noszący znamiona działań obcych służb”.

Czytaj więcej

Saule na sprzedaż. Zbrojeniówka przejmie technologię ultracienkiej fotowoltaiki?

Pytamy o ten krok Dawida Zielińskiego, prezesa Columbus Energy. Otrzymujemy bardzo długie oświadczenie, w którym m.in. pisze: „Columbus Energy dowiedziało się o Czuryłowiczu dopiero w 2025 r. – równolegle z narastającymi, irracjonalnymi działaniami Olgi. Tymczasem już w 2017 r. miała ona wiedzę o zagrożeniu: zleciła raport detektywistyczny, który rzuca cień na Iwana i zerwała z nim kontakt. Raport z 2017 r. został przez nią przed nami ukryty, tak samo jak sprawa wpisania Saule na czarną listę NCBiR. Nasza cena za demaskację Iwana była wysoka. W grudniu w Katowicach dwaj mężczyźni podający się za oficerów służb przekazali mojemu współpracownikowi groźby wobec mnie i mojej rodziny, zawierające konkretne szczegóły. Zrozumiałem wtedy, z jak niebezpiecznym i zdeterminowanym człowiekiem stojącym za plecami Olgi mamy do czynienia”.

Na nasze pytania o Czuryłowicza Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego odpowiada lakonicznie: „ABW na bieżąco prowadzi rozpoznanie wobec zdarzeń, miejsc, organizacji i osób, które mogą stanowić potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa Rzeczypospolitej Polskiej”. „Rzeczpospolitej” udało się jednak nieoficjalnie ustalić, że Agencja podjęła już działania i interesuje się Iwanem Czuryłowiczem. Zresztą już podczas dziennikarskiego śledztwa zorientowaliśmy się, że nie tylko my sprawdzamy w różnych bazach życiorys tajemniczego doradcy.