Według GUS pięć lat temu na tzw. śmieciowych kontraktach było w Polsce około pół miliona osób. Dziś liczba ta wzrosła do 1,4 mln.
Wśród skontrolowanych w ubiegłym roku przez inspekcje pracy 52 tys. umów cywilnoprawnych aż co piąta okazała się śmieciowa. Czyli de facto powinna być etatem.
Walka o zatrudnienie
Wbrew powszechnemu przekonaniu umowy czasowe są dobrym rozwiązaniem w przypadku, gdy młoda osoba szuka pierwszej pracy, gdy sama chce zarabiać więcej na rękę lub gdy wykonuje pracę okazjonalnie. – Umowy-zlecenia i o dzieło są potrzebne i nikt z „Solidarności" nigdy nie opowiadał się za tym, by je całkowicie likwidować. Natomiast należy walczyć z ich nadużywaniem – zapewnia Marek Lewandowski, rzecznik NSZZ „Solidarność".
Patologia się zaczyna, gdy ktoś zmuszany jest do pracy w ten sposób przez wiele lat lub gdy taki kontrakt proponuje się osobie tuż przed emeryturą.
Dane statystyczne pokazują, że obecnie w Polsce bez pracy jest niemal co czwarta młoda osoba. Przy tak dużej nadpodaży siły roboczej pracodawcom łatwo jest proponować tzw. śmieciówkę. Czy to zawsze źle? – Na pewno lepsza jest praca w takiej formie niż bezrobocie, bo pracując, ludzie zdobywają doświadczenie i stają się atrakcyjnymi pracownikami czy kandydatami do pracy – mówi Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku. – W wielu firmach pracodawcy zatrudniają na umowy cywilnoprawne w okresie próbnym, a po niej mają większe szanse na podjęcie stałej pracy niż bezrobotni.
Potwierdzają to także badania. Z „Bilansu kapitału ludzkiego", największego badania rynku pracy w Polsce, wynika, że śmieciówka to w wielu przypadkach tylko życiowy epizod. Ostatnie wyniki „BKL" pokazują, że w przypadku osób pracujących do 30. roku życia, które zakończyły edukację formalną, zatrudnionych na umowie cywilnoprawnej jest 7 proc., podczas gdy umowę na etat ma 84 proc. badanych. W przypadku pracujących i tych po trzydziestce na umowie cywilnoprawnej jest 3 proc., podczas gdy etat ma 91 proc. badanych.
Problem jednak w tym, by przekonać pracodawcę do tego, by zamienił pracownikowi cywilny kontrakt na stały. – To zależy od ich pozycji negocjacyjnej z pracodawcą i lokalnego rynku pracy. Wzrost liczby pracujących sprawi, że pozycja negocjacyjna pracowników będzie lepsza. Teraz sytuacja na rynku pracy się poprawia, więc można przypuszczać, że w perspektywie kilku miesięcy częściej będziemy słyszeć o tym, że komuś zamiast umowy cywilnoprawnej zaproponowali etat – uważa Wojciechowski.
Społeczne minusy
Ale ceną za zdobywanie doświadczenia na cywilnym kontrakcie jest brak jakiejkolwiek ochrony w sytuacji np. wypadku przy pracy. – Jeśli dwóch pracowników będzie miało wypadek, przy czym jeden będzie zatrudniony na umowę o pracę, a drugi na zlecenie czy dzieło, w przypadku pierwszego możemy mówić o wypadku przy pracy, a drugiego o pechu. Pracownik dostanie pełnopłatny zasiłek chorobowy, a ten z umową śmieciową nie dostanie nic, a jeszcze będzie musiał płacić za leczenie – mówi Lewandowski.
Ponadto osoba zatrudniona na śmieciówce niezbyt chętnie decyduje się na dziecko, co powoduje, że granica wieku, w którym kobieta rodzi pierwsze dziecko, coraz bardziej się przesuwa. A jeśli już zakłada rodzinę, chętniej robi to na emigracji.
A to może się odbić za kilka lat na systemie emerytalnym. Obecnie się szacuje, że z powodu nadużywania umów śmieciowych Polska będzie musiała przeznaczać aż 1,5 proc. PKB na dopłaty do emerytur osobom, które dziś pracują na takich kontraktach.