Według GUS pięć lat temu na tzw. śmieciowych kontraktach było w Polsce około pół miliona osób. Dziś liczba ta wzrosła do 1,4 mln.
Wśród skontrolowanych w ubiegłym roku przez inspekcje pracy 52 tys. umów cywilnoprawnych aż co piąta okazała się śmieciowa. Czyli de facto powinna być etatem.
Walka o zatrudnienie
Wbrew powszechnemu przekonaniu umowy czasowe są dobrym rozwiązaniem w przypadku, gdy młoda osoba szuka pierwszej pracy, gdy sama chce zarabiać więcej na rękę lub gdy wykonuje pracę okazjonalnie. – Umowy-zlecenia i o dzieło są potrzebne i nikt z „Solidarności" nigdy nie opowiadał się za tym, by je całkowicie likwidować. Natomiast należy walczyć z ich nadużywaniem – zapewnia Marek Lewandowski, rzecznik NSZZ „Solidarność".
Patologia się zaczyna, gdy ktoś zmuszany jest do pracy w ten sposób przez wiele lat lub gdy taki kontrakt proponuje się osobie tuż przed emeryturą.
Dane statystyczne pokazują, że obecnie w Polsce bez pracy jest niemal co czwarta młoda osoba. Przy tak dużej nadpodaży siły roboczej pracodawcom łatwo jest proponować tzw. śmieciówkę. Czy to zawsze źle? – Na pewno lepsza jest praca w takiej formie niż bezrobocie, bo pracując, ludzie zdobywają doświadczenie i stają się atrakcyjnymi pracownikami czy kandydatami do pracy – mówi Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku. – W wielu firmach pracodawcy zatrudniają na umowy cywilnoprawne w okresie próbnym, a po niej mają większe szanse na podjęcie stałej pracy niż bezrobotni.