– Najgorszym rozwiązaniem dla tych ludzi byłyby ośrodki dla uchodźców – uważa Danuta Kuroń, wdowa po Jacku, której rodzina już zadeklarowała przyjęcie syryjskiej studentki.
Apel o przyjmowanie uchodźców Kuroń zamieściła na Facebooku: „Wspólnie z moją rodziną postanowiliśmy wnieść do programu dla uchodźców wkład własny i zaopiekować się syryjską studentką, która chce schronić się w Polsce przed toczącą się w jej kraju wojną. Czy znacie kogoś kto zajmuje się organizacją pomocy uchodźcom z Syrii" – pyta.
W rozmowie z „Rzeczpospolitą" tłumaczy, że ten gest jest po to, by ani prezydent, ani rząd się nie bał przyjąć uchodźców, bo zwykli ludzie chcą im pomóc.
– Chciałabym stworzyć taki ruch społeczny, jaki był w czasach KOR i pierwszej „Solidarności" – tłumaczy i przypomina, że w latach 70. i 80. w taki sposób przyjmowały uchodźców z Polski amerykańskie rodziny. Mieszkali u nich pół roku i integrowali się z nowym światem.
– Każdy dawał, co mógł. I ja też chcę pomóc w ten sposób. Chciałabym przyjąć w swoim domu dziewczynę, która mogłaby w Polsce studiować. Oferuję to, na co mnie stać – wyjaśnia.
Wielu chętnych do przyjęcia uchodźców pod swój dach zgłasza się już do Polskiej Akcji Humanitarnej.
– Otrzymujemy takie e-maile i telefony, ale odsyłamy tych ludzi do innych organizacji, m.in. do Refugee, bo my nie zajmujemy się pomocą uchodźcom w Polsce. Pomagamy u nich na miejscu – mówi Izabela Stawicka z PAH.
Agnieszka Kunicka z Refugee przyznaje, że odbiera takie zgłoszenia, ale jej organizacja nic na razie nie może zrobić, bo uchodźców w Polsce nie ma.
Na razie Syryjczyków sprowadza do Polski fundacja Estera. W ub. miesiącu przyjechało 50 rodzin, w tym 10. Również do fundacji zgłaszają się Polacy, którzy chcą przyjąć uchodźców pod swój dach.
– Mamy zgłoszenia od 150 rodzin – mówi Przemysław Kawalec z fundacji Estera.
Jedną z takich osób jest pani Anna Pakuła-Sacharczuk, była poseł PiS z Rzeszowa. Zadeklarowała chęć przyjęcia dwóch trzyosobowych rodzin.
– To bliscy znajomego Syryjczyka, który od dawna mieszka w Polsce. Sam nie może ich przyjąć, bo nie ma warunków, ale martwi się o bliskich, zwłaszcza że sześć osób z jego rodziny porwano i nie udało się ich odnaleźć – tłumaczy.
Była posłanka oferuje uchodźcom jeden pokój w swoim mieszkaniu. – Wiem, że będzie ciasno, ale pomieszczą się – mówi i podkreśla, że wierzy, że przybysze będą dla niej jak rodzina. Już wcześniej próbowała ich ściągnąć do Polski, ale nie dostali wizy. – Wierzę, że teraz dzięki fundacji się uda – wyjaśnia Pakuła-Sacharczuk.
Jak sąsiedzi i znajomi zareagowali na jej pomysł?
– Z dużym zrozumieniem i życzliwością. Wielu chce pomóc. Już chcieli mi podarować wersalkę dla nich – dodaje.
– Ważne jest, byśmy zorganizowali oddolny ruch społeczny pomocy, by pokazać władzom, że my jesteśmy w stanie pomóc tym ludziom – konkluduje Danuta Kuroń.