To tam, do biura posła PiS położonego w centrum miasta, zadzwonił wczoraj mężczyzna i nagrał wiadomość na automatyczną sekretarkę.
Poinformował, że w dniu wyborów dojdzie do eksplozji w dwóch komisjach. Bomby miały zostać podłożone w Krakowie i w Oświęcimiu.
– Informacja była bardzo lakoniczna. Nie podano w niej ani ulicy, ani numeru komisji – mówi asp. Paweł Łotocki, z będzińskiej komendy.
Zawiadomienie o takim telefonie złożyła pracownica biura poselskiego. Policjanci od razu zaczęli szukać mężczyzny, który dzwonił. Po kilku godzinach ustalili, że jest to 31-letni mieszkaniec Oświęcimia.
W domu go nie było. Okazało się, że pojechał do znajomego z Tychów. Tam też został wieczorem zatrzymany, razem z 38-letnim gospodarzem.
Dziś obaj mężczyźni zostaną przesłuchani przez prokuratora. – Odpowiedzą za fałszywe zgłoszenie o ładunku wybuchowym – mówi asp. Łotocki.
Podkreśla, że to prokurator zdecyduje, czy tylko mieszkaniec Oświęcimia usłyszy zarzuty, czy także ten z Tychów. Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że to był głupi żart. Dlaczego 31-latek tak się zabawiał? Na razie nie wiadomo.
Grozi mu do ośmiu lat więzienia.