Stonoga sam zadzwonił na policję z informacją, że przebywa w swoim domu i chce się oddać w ręce policji. Przed zatrzymaniem opublikował na swoim profilu na Facebooku film, w którym mówi o szczegółach dotyczących trwającej sprawy. Jak sam tłumaczył, do więzienia trafi za to, "że samochód o wartości 50 tys. złotych został przywłaszczony przez kogoś z mojej firmy".

W 2009 roku do komisu samochodowego prowadzonego przez Stonogę zgłosiła się kobieta. Za samochód marki Lexus chciała uzyskać 70 tys. złotych. Samochód ostatecznie został sprzedany za 54 tys. złotych. Stonoga tłumaczył, że niższa cena wynika z faktu, że pojazd był po wypadku. Kobieta nie przyjęła takiego rozwiązania i sprawa trafiła do sądu.

- Ten wyrok był przez 5 lat wyrokiem uniewinniającym, rzeczywistość zmieniła się dopiero w czerwcu 2015 roku, gdy ujawniłem akta afery podsłuchowej. Wtedy okazało się, że jestem przestępcą i na rok trzeba mnie wsadzić do więzienia - tłumaczy na nagraniu Stonoga.

- Żegnam się z wami. Mam wielkie obawy, czy nie zostanę zamordowany w więzieniu, mam wielkie obawy o bezpieczeństwo swojej rodziny, ale tak dalej się żyć nie da - dodaje.

Adwokat Zbigniewa Stonogi powiedział dziś, że w areszcie może dojść do pogorszenia stanu zdrowia jego klienta. Choroba Stonogi wymaga dostępu do specjalistycznej aparatury. - Areszt nie ma aparatury, z której pan Stonoga powinien skorzystać. Potrzeba jej stosowania wynika z opinii lekarzy sądowych Zakładu Medycyny Sądowej w Warszawie - powiedział adwokat Stonogi Krzysztof Kitajgrodzki w rozmowie z Superstacją.