Rz: Premier Japonii Shinzo Abe w czasie wizyty w Izraelu został poczęstowany deserem zaserwowanym w skórzanym bucie. Był oburzony.
Dr Janusz Sibora: W Polsce także podaje się żurek w chlebie, który później się zjada. Przypuszczam, że Japończycy także u nas byliby zaskoczeni takim daniem. Może premier po prostu nie zrozumiał zamysłu kucharza. Dziwię się takiej niezręczności, bo służby protokolarne przed wizytą zawsze wszystko szczegółowo ustalają, nie tylko dobór menu. W dyplomacji drobiazgi przeradzają się czasem w bardzo poważną sprawę.
Na przykład?
Kiedyś Francuzi mieli gościć Irańczyków. Strona irańska postawiła jednak warunki – przy stole miało zabraknąć kobiet i Francuzi mieli zrezygnować z podawania wina. Francuski protokół dyplomatyczny nie poszedł na ustępstwa i ostatecznie do wizyty nie doszło. W tym samym czasie strona irańska miała także złożyć wizytę w Hiszpanii i służby dyplomatyczne doszły do porozumienia. Hiszpanie zrezygnowali z wina, ale w zamian zażądali, by przy stole pojawiły się kobiety bez chust zakrywających im włosy.
O jakich potknięciach dyplomatycznych było głośno w ostatnich latach?
W trakcie obiadu wydanego na Kremlu na cześć prezydenta Niemiec Christiana Wulffa jeden z gości znalazł w swojej sałatce żywego robaka. Rosjanie wyszli z tego obronną ręką. Powiedzieli, że żywa dżdżownica w sałatce oznacza, że posiłek przygotowano po prostu ze świeżych składników.
Także Donald Tusk ma na swoim koncie potknięcie. Kiedyś chciał promować polskie truskawki w Brukseli. Podano je razem z szypułkami. Biedny Jose Manuel Barroso (ówczesny szef Komisji Europejskiej – red.), nie wiedząc, co zrobić z szypułką, nawet ich nie spróbował. A istnieje przecież tuzin bardziej eleganckich sposobów podania truskawek – wystarczyło tylko pomyśleć o wygodzie gości.