"The Guardian" wyjaśnia, że Biedroń nie ubiegał się o reelekcję w Słupsku, ponieważ chce stworzyć "proeuropejski, prodemokratyczny ruch".

- Ponieważ jeżeli skusi się ludzi, przedstawi się im wiarygodną ofertę, ludzie ci zaufają - tłumaczy Biedroń.

"The Guardian" pisze, że pierwszym testem dla nowego ruchu Biedronia będą wybory do Parlamentu Europejskiego. Dziennik odnotowuje też, że choć PiS wygrał wybory samorządowe, to jednak przegrał w dużych miastach i osiągnął wynik gorszy, niż w wyborach parlamentarnych z 2015 roku, co podbudowało opozycję.

Dziennik odnotowuje, że w jednym z sondaży Biedroń zajął trzecie miejsce wśród potencjalnych kandydatów na prezydenta Polski - za Andrzejem Dudą i Donaldem Tuskiem. Gazeta podkreśla, że Biedronia nazywa się "polskim Macronem", ale - jak czytamy - jego polityczny program "nie jest jeszcze gotowy".

Według "The Guardian" Biedroń, podobnie jak Macron, nie będzie unikał mówienia o wartościach, ponieważ według niego "Polska lewica przegrywa w sondażach, ponieważ jest zbyt technokratyczna, a dyskusje o historii, tożsamości i przynależności pozostawia PiS". Ten sam zarzut Biedroń stawia Platformie Obywatelskiej.

- Budowali lotniska, ale zamykali małe szkoły - mówi Biedroń dodając, że PO ignorowała Polskę lokalną, w której "wyrośli populiści".

"The Guardian" pisze też, że Biedroń chciałby "radykalnej zmiany w relacjach Polski z UE". Dziennik podkreśla, że zdaniem Biedronia poprzednie rządy traktowały UE jak "dojną krowę".