Hanna Gronkiewicz-Waltz swoją decyzję uzasadniła wątpliwościami, czy obecne kadrowe problemy policji pozwolą na właściwe zabezpieczenie Marszu Niepodległości, ale też wskazała na organizatorów - ONR.
Wirtualna Polska twierdzi, że decyzja prezydent Warszawy jedynie wyprzedziła ruch, który miało podjąć Prawo i Sprawiedliwość, które i tak zdecydowało, że zakaz Marszu wyda wojewoda mazowiecki Zdzisław Sipiera. Aby, jak pisze WP, "uratować wizerunkową katastrofę w 100-lecie niepodległości, przejąć marsz i zorganizować jako uroczystości państwowe".
Czytaj także: Neofaszyści chcieli przejąć Marsz Niepodległości?
Miałoby się tak stać na podstawie tych samych przepisów, dzięki którym w ubiegłym roku wojewoda ustanowił Marsz Niepodległości imprezą cykliczną, co dawało jej pierwszeństwo przed innymi.
Ale według prawa zgromadzenie cykliczne musi ustąpić pierwszeństwa zgromadzeniu państwowemu, które nie podlega przepisom ustawy - a takim - po "kurtuazyjnym" jedynie, jak pisze WP, spotkaniu prezydenta i premiera - ma być marsz organizowany przez rząd.
Źródło Wirtualnej Polski twierdzi, że jednym z powodów "przejęcia" marszu narodowców było wycofanie się z niego prezydenta i lawina krytyki, która na niego spadła z tego powodu. - Trzeba było ratować sytuację. Stąd pomysł na przejęcie marszu narodowców. Decyzja zapadła na samej górze - mówi.
Decyzja Hanny Gronkiewicz-Waltz o zakazie marszu ułatwiła więc zadanie PiS, przeciwko której obecnie zwrócili się organizatorzy i środowiska narodowe.
Bosak, jeden z liderów Ruchu Narodowego, we wcześniejszym tweecie zapowiedział, że "Marsz Niepodległości przejdzie, niezależnie od wszystkich przeszkód i trudności. Nie zatrzymacie tego".