Jacek Kurski przyznał, że jego partia nie zaangażowała w kampanię referendalną dużych pieniędzy

- Wyłożyliśmy skromne środki pewnie na poziomie kilku tysięcy złotych. Uważaliśmy, że każda złotówka partyjna, wydana w to referendum, przekreśla jego szanse, bo to naprawdę wystarczyło mieć elementarny słuch społeczny. Po raz pierwszy było tego rodzaju noszenie przeciwko Platformie, ale zupełnie oddolne - powiedział były polityk PiS, twierdząc, że tę potencjał ten przekreślił PiS swoją kampanią

- I wejście w to, z tym bejsbolem, z tą godziną „W", z tym mytem za mosty, z tym zakazem lotów nad Ursynowem (...) to wszystko sprawiło, że ci zwolennicy odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz, którzy byli kiedyś wyborcami Platformy, a już chcieli zmiany, no po prostu uznali, że nie chcą grać w orkiestrze PiS i nie chcą uznawać kierowniczej roli PiS w tym referendum - powiedział Kurski.

Europoseł uznał też, że choć PO odniosła "moralną porażkę", tonajwiększym przegranym referendum jest Jarosław Kaczyński, który "dał się wkręcić" swojemu rzecznikowi.

- On dał stempel, on dał nazwisko, był tak pewny, że wygra, Hofman go tu wkręcił, że zwycięstwo jest pewne, a ono było pewne do momentu, kiedy w to nie wszedł PiS - powiedział.

Ponadto, zdaniem Kurskiego, kandydat PiS na prezydenta Warszawy prof. Piotr Gliński, "wcześniej byłby trenerem kadry" piłkarskiej niż rządził stolicą

- Na razie jest tylko jeden kandydat, kandydat PiS na trenera kadry narodowej, jest to Piotr Gliński, myślę, że pośród tylu wyzwań, które przed nimi są nie uchyli się, trenuje codziennie, biega, wysportowany człowiek, więc myślę, że na razie możemy się spodziewać takiej nominacji. - żartował polityk.