- Fałszywe alarmy o podłożeniu bomby zwykle dotyczą obiektów publicznych jak szkoły, szpitale, prokuratury czy sądy, ale z zakonem mamy do czynienia chyba po raz pierwszy – mówi jeden z policjantów.
Taką informację dostał oficer dyżurny komendy w Zamościu. – Dzwoniący mężczyzna mówił, że ładunek w klasztorze w Sitańcu zostanie zdetonowany w Boże Ciało – opowiada podinsp. Joanna Kopeć, rzecznik zamojskiej komendy.
Policjanci dokładnie sprawdzili cały klasztor. Żadnego materiału wybuchowego nie znaleźli. Funkcjonariusze ustalili, kto dzwonił do nich z informacją o bombie.
To był 33-letni mieszkaniec Zamościa. Mężczyzna został zatrzymany. Usłyszał zarzut fałszywego powiadomienia o ładunku wybuchowym w klasztorze.
– Przyznał się do winy, ale nie wyjaśnił dlaczego groził podłożeniem bomby właśnie w klasztorze – dodaje podinsp. Kopeć.
Prokuratura zastosowała wobec sprawcy fałszywego alarmu dozór policyjny. Mężczyzna musi trzy razy w tygodniu meldować się w zamojskiej jednostce policji.
Okazało się, że to nie był pierwszy taki przypadek 33-latka. Podobny zarzut usłyszał on pod koniec maja w Warszawie. Był wtedy w szpitalu psychiatrycznym i zadzwonił, że wybuchnie bomba. Teraz mężczyźnie grozi do ośmiu lat więzienia.
Siostry klaryski w Zamościu pojawiły się ponad 300 lat temu. Przybyły tam w 1676 roku ze Starego Sącza.
W roku 1781 cesarz Józef II wydał dekret nakazujący kasatę zakonów kontemplacyjnych. Na jego mocy zniesiono wiele klasztorów m.in. klarysek w Gnieźnie, Śremie, Chęcinach, Kaliszu i Zamościu. 3 lutego 1782 roku zmuszono siostry konwentu zamojskiego do opuszczenia murów. Po 213 latach przerwy, w 1995 roku siostry ze Starego Sącza powróciły do Zamościa.