Od 1 lipca przesyłki spoza Unii Europejskiej o wartości do 150 euro (czyli do niespełna 640 zł), które do tej pory były zwolnione z cła, zostaną objęte zryczałtowanym cłem w wysokości 3 euro (czyli blisko 12,8 zł). Od czego będzie to cło naliczane?
Szef Krajowej Administracji Skarbowej, wiceminister finansów Marcin Łoboda: Cło będzie naliczane od towarów w takiej przesyłce, a dokładnie od kategorii towarowej uwidocznionej w zgłoszeniu celnym. Czyli jeśli ktoś zamówi sobie 3 takie same koszulki, to zapłaci 3 euro cła. A jeśli zamówi sobie 3 koszulki i 4 młotki, to zapłaci od dwóch kategorii towarowych, czyli 6 euro. To różnica, bo w ubiegłym roku w Polsce dopuszczono do obrotu ponad 26 milionów przesyłek spoza UE, ale zawierały one prawie 130 mln różnych kategorii towarów.
Czytaj więcej
Od 1 lipca zmienią się zasady importu małych przesyłek do Unii Europejskiej. Paczki o wartości do 150 euro nie będą już zwolnione z cła. Zmiana ma...
A kto będzie to cło płacił? Importer?
MŁ: Nie, importer nie będzie płacił, bo importerem w tym przypadku jest konsument, czyli ten, który zamawia towar. Płatnikiem cła będzie ten, kto będzie zgłaszał i przedstawiał organom celnym towar do dopuszczenia do obrotu, czyli ten, kto dokonuje zgłoszenia celnego. To może być unijny oddział firmy, która dokonuje sprzedaży, a może to być operator pocztowy, który zajmuje się dostarczaniem towaru do konsumenta, czyli np. Poczta Polska.
Oczywiście to, kto faktycznie poniesie ciężar cła, to jest już nieco inna kwestia. Nie wiemy bowiem, co zrobi firma, która sprzedaje ten towar – czy zdecyduje się wziąć na siebie te 3 euro, czy jednak przerzuci to cło na konsumenta. Być może będzie to wyglądać tak, że przy zamówieniach o niewielkiej wartości, cło będzie płacił konsument w cenie towaru, ale kiedy w grę będzie wchodzić wyższa kwota, to wówczas cło w części czy w całości pokryje sprzedawca. To jest decyzja marketingowa i biznesowa tych, którzy dokonują sprzedaży.
A czy istnieje możliwość, że przesyłka, która trafi do klienta, będzie nieoclona?
MŁ: Nie, to jest niemożliwe. Ten, kto zgłasza towary do dopuszczenia do obrotu, czyli ten, kto chce doręczyć przesyłkę, a więc ten, kto wprowadza towar z przesyłki na rynek unijny, jest odpowiedzialny za cło. Przy czym to wygląda tak, że w momencie dopuszczenia na rynek UE, cło jest albo zapłacone, albo jest zagwarantowane, bo firmy, które dokonują zgłoszeń celnych, muszą składać odpowiednie zabezpieczenie.
Oczywiście to, jak przepływają środki przeznaczone na opłacenie cła, to już jest inna kwestia. Bo może być tak, że cło będzie doliczone do ceny towaru i wtedy zapłaci je konsument już w momencie zakupu, może być tak, że przy zakupie konsument zdecydował się na płatność za pobraniem i wówczas operator pocztowy płaci cło a następnie odzyskuje je od klienta, gdy ten dokonuje płatności kurierowi, albo też płaci to sprzedawca.
Ale chciałbym, aby to wybrzmiało – przepisy unijne są tak skonstruowane, żeby całą procedurą związaną z opłacaniem cła nie obciążać konsumentów. Zarówno dla nas, jak i dla platform i wprowadzających towary lepszym i prostszym rozwiązaniem jest, by kwestią cła zajmowały się te podmioty a nie konsumenci. Dlatego nie ma możliwości, aby w sprawę cła został zaangażowany konsument. On po prostu zamówi towar i dokona płatności – albo wybierze opcję płatności za zaliczeniem – a resztą, w tym płatnością cła, zajmie się podmiot, który wprowadza towar na rynek.
Czytaj więcej
Ściganie i karanie takich naruszeń prawa konsumenckiego przez platformy e-handlu powinno się odbywać przez organ mający zasięg działania na terenie...
No dobrze, to zapewne dotyczy obsługi przesyłek z wielkich firm, głównie z Chin. A co w sytuacji, kiedy konsument zechce np. kupić płytę mało znanego wykonawcy i okaże się, że płyty te są dostępne wyłącznie w jakimś niewielkim sklepiku internetowym np. w USA, który tutaj nie ma przedstawiciela i który też nie zna się na procedurach unijnych?
MŁ: Tutaj jest bardzo podobnie. Przy zakupie podaje się miejsce, do którego ma być dostarczone przesyłka, i zwykle jest tak, że gdy wybierze się adres w UE, to pojawia się odpowiednio skalkulowana opłata, zawierająca nie tylko koszt dowozu, ale też podatki i inne opłaty, i okazuje się, że za dostarczenie towaru o wartości 30 dolarów trzeba zapłacić jeszcze 10 dolarów. Ale to wynika z kosztów, jakie sprzedawca z USA musi ponieść na rzecz poczty, bo inaczej mu tej przesyłki nie przyjmie. A więc w kwestie rozliczenia cła będzie zaangażowany sprzedawca, poczta z USA oraz operator pocztowy z Polski, który zajmie się zapewne opłaceniem cła i dostarczeniem przesyłki, ale konsument w proces opłacania cła nie będzie zaangażowany.
A jeśli – hipotetycznie – zdarzy się taka sytuacja, że jednak do konsumenta zostanie dostarczona przesyłka, od której jednak cło nie zostało pobrane. To co wtedy? Konsument dostanie żądanie zapłaty?
MŁ: Nie ma takiej możliwości, zarówno co do wydania nieoclonej przesyłki, ale także nie ma mowy o wysyłania do konsumenta żądania zapłaty, bo my będziemy żądać zapłaty od podmiotu, który zgłosił towar do obrotu w Unii Europejskiej, albo dysponując tym towarem, powinien był go zgłosić organom celnym. To jego obowiązkiem była zapłata cła i do tego podmiotu będziemy mieli regres.
Tak to zostało pomyślane – że obowiązek odprowadzenia cła będzie spoczywał na platformach oraz na tych, którzy zgłaszają organom celnym towar z przesyłki do dopuszczenia do obrotu na rynku unijnym, a nie na konsumencie. Konsument bowiem z cłem będzie miał do czynienia, jeśli do ceny towarów zostanie doliczone te 3 euro.
No dobrze, konsument nie będzie objęty dodatkowymi obowiązkami, ale operatorzy pocztowi już tak. Wiadomo, że na przykład Poczta Polska nie jest w najlepszej sytuacji – czy ona dostanie jakieś dodatkowe wynagrodzenie za zajmowanie się cłem?
MŁ: Poczta, podobnie jak i inni operatorzy pocztowi mają swój cennik. I mogą na przykład od 1 lipca dokonać zmian w tym cenniku i podwyższyć opłaty za dostarczanie paczek spoza UE, bo ze względu na zmiany związane z cłem przesyłki takie wymagają od nich więcej pracy. Ale też mogą nie podnosić cen, tylko umówić się na przykład na wyłączność w zakresie dostarczania przesyłek danej platformy, mogą też rozpocząć negocjacje ze sprzedawcami. To są decyzje biznesowe, my w to nie wchodzimy.
A co będzie dalej z cłem od przesyłek? Bo zryczałtowane cło ma być rozwiązaniem tymczasowym.
MŁ: Kraje członkowskie – czyli głównie Francja i Hiszpania, ale też Niemcy, no i Polska się do tego dołączyła – zdecydowały się objąć cłem towary w przesyłkach o małej wartości dostarczanych z krajów trzecich. Początkowo będzie to cło zryczałtowane czyli 3 euro od pozycji towarowej, ale docelowo cło będzie naliczane zgodnie ze stawkami celnymi w unijnej taryfie celnej, czyli – co do zasady – procentowymi, liczonymi od wartości towaru. Ale to niejedyne działanie. Zmiany w przepisach dotyczących towarów kupowanych na pozaunijnych platformach internetowych zostały rozłożone na trzy etapy – pierwszy to właśnie ten, który wchodzi od 1 lipca, a więc objęcie cłem towarów dostarczanych w przesyłkach o wartości do 150 euro. Drugi etap zaplanowany został na początek listopada, zapewne 1 listopada, kiedy w życie wejdzie opłata manipulacyjna, czyli handling fee.
Czyli w lipcu wchodzi zryczałtowane cło, a w listopadzie dochodzi kolejna opłata?
MŁ: Tak, opłata manipulacyjna. Jej wysokość nie została jeszcze ustalona, ale będzie to między 2 a 4 euro.
A ta opłata będzie od kategorii towarowej czy od przesyłki?
MŁ: Od kategorii towarowej, czyli tak samo jak w przypadku cła. A potem – w trzecim etapie – od 2028 r. wszystkie przesyłki zostaną objęte zwykłym cłem, naliczanym według taryfy celnej, czyli tak jak teraz od przesyłek o wartości ponad 150 euro.
Czyli wówczas znika zryczałtowane cło. A co z opłatą manipulacyjną?
MŁ: Opłata pozostaje, to jest część nowego unijnego kodeksu celnego.
Czyje koszty ma pokryć opłata manipulacyjna?
MŁ: Koszty obsługi celnej, kontroli, ale też środowiskowe. Taka ilość drobnych przesyłek generuje wiele problemów. Początkowo to będzie dochód budżetu krajowego. Obecnie jest tak, że cła, także zryczałtowane, są dochodem Unii Europejskiej, a my możemy sobie potrącić 25 proc. uzyskanych kwot jako koszty poboru. Ale opłata manipulacyjna – o ile oczywiście nic się nie zmieni w ustaleniach między Komisją Europejską i krajami członkowskimi – będzie dochodem budżetów krajowych do 2028 roku.
Czyli z tej opłaty budżet zgarnie sporo ponad miliard złotych?
MŁ: Szacujemy, że w ciągu roku, przy zachowaniu obecnych trendów zakupowych będzie to ponad 1,6 mld zł.
I to wszystko z opłaty od przesyłek o wartości poniżej 150 euro?
MŁ: W przypadku opłaty manipulacyjnej nie ma żadnego progu kwotowego. To jest opłata pobierana przy e-commerce, więc wygląda na to, że będzie dotyczyła wszystkich towarów, dostarczanych z krajów trzecich w trybie sprzedaży na odległość.
Nie obawia się Pan prób obejścia tych nowych przepisów?
MŁ: To jest bardzo szczelny system, bo on obejmuje firmy sprzedające i wprowadzające towary na rynek, a nie dwadzieścia kilka milionów konsumentów. Jesteśmy już przygotowani do jego wejścia w życie informatycznie, bardzo mocno przygotowujemy się także do listopada, kiedy ma wejść w życie opłata manipulacyjna.
Poza tym wszyscy zdajemy sobie sprawę, że w kwestii pobierania cła od przesyłek cała Unii Europejska jest tak silna, jak silny jest najsłabszy kraj członkowski, czyli żeby cła były naliczane uczciwie od wszystkich przesyłek, musi być to robione w taki sam sposób w każdym kraju UE. I dlatego jeśli tylko zorientujemy się, że ktoś próbuje te przepisy obejść – czy też udając, że chodzi o przesyłki prywatne - prezenty, które do kwoty 45 euro są zwolnione z cła, czy też podszywając się pod przesyłki od biznesu do biznesu – będziemy reagować.
A to jest naprawdę duży rynek. Jak mówiłem – w ubiegłym roku do Polski napłynęło ponad 26 mln przesyłek z krajów trzecich, a przez 4 miesiące tego roku tych przesyłek było już 16 mln.