Przedświąteczne zakupy robimy w pośpiechu, nie sprawdzając, czy oferowany produkt jest dokładnie tym, o co nam chodzi. Nie ułatwiają sprawy producenci żywności, którzy nieprawidłowo znakują swoje produkty. Dziś podpowiadamy, na co zwrócić uwagę, by jak najkorzystniej wypełnić wielkanocny koszyk.

Jajo jaju nierówne

Wśród wielkanocnych zakupów królują jajka. Zanim ktoś je nabędzie, powinien się przyjrzeć oznaczeniom na opakowaniu. Są tam litery od S do XL. Najmniejsze jaja – S – powinny mieć poniżej 53 gramów, a kolejne, oznaczane literami: M – od  53 do 63 g, L – od 63 do 73 g i XL - powyżej 73 g. Niestety zdarza się, że zbyt małe jajka kwalifikowane są jako większe – takie nieprawidłowości ujawniła w ubiegłym roku inspekcja handlowa. – Z kolei ze stempla na jaju dowiemy się m.in., czy pochodzi ono z chowu ekologicznego (znak O), czy kura przebywała na wolnym wybiegu (1), jest z hodowli ściółkowej (2) czy klatkowej (3).

Ser i nieser

Przepisy określają, co jest, a co nie jest masłem, serem czy jogurtem. Zgodnie z prawem masło to produkt zawierający od 80 proc. tłuszczów mlecznych i niezawierający żadnych olejów roślinnych. Produkt określony jako „miksełko", „górskie" czy „kurpiowskie" bez dodatku słowa „masło" na pewno masłem nie będzie, chociaż np. do wypieków może okazać się odpowiedni. Także nazwy „ser", „jogurt", „kefir" czy „śmietana" mogą być używane tylko do produktów pochodzących wyłącznie z mleka. W sklepach jednak obok serów leżą często produkty seropodobne. Jeśli chcemy mieć choć trochę pewności, że kupujemy ser – sprawdźmy etykietę na bloku, z którego plasterki odkrawa sprzedawca. Jeśli jest tam nazwa ser, to znaczy, że kupujemy produkt z mleka (chyba że mamy do czynienia z fałszerstwem, co niestety też się zdarza).

Zagadkowe kiełbasy

Najtrudniej może być z zakupem mięsa i wędlin. Dobra gospodyni nie pozwoli sobie wcisnąć kawałka tańszej wieprzowiny zamiast droższej wołowiny, ale w mięsie mielonym może się udać przemycić tańsze gatunki. Jedyna rada to mielenie wołowego w domu. Jeszcze trudniej jest z wędlinami. W czasie kontroli wyszło na jaw np., że pod nazwą „schab z majerankiem" producent deklarował mięso z kurcząt. Dlatego podczas zakupów warto przyjrzeć się nie tylko nazwie, ale także etykiecie. Jeszcze dokładniej – gdy mamy do czynienia z kiełbasami. Ta sama wędlina pochodząca od różnych producentów może znacznie się różnić. Nie jest to niezgodne z prawem, bo nie ma obowiązujących receptur w tym zakresie. Ale jeśli deklaracja producenta nie jest zgodna z rzeczywistym składem produktu, mamy do czynienia z fałszerstwem. Niestety nie zawsze nawet najbardziej luksusowe wędliny, chronione oznaczeniami unijnymi, jak kiełbasa lisiecka, spełniają normy (w tym wypadku receptury są bardzo dokładnie opisane). Podczas ubiegłorocznej kontroli inspektorzy znaleźli nawet lisiecką z drobiu, choć powinna ona być wytwarzana z szynki wieprzowej.

Kiedy z reklamacją

Żywność złej jakości czy zepsutą można reklamować. Terminy są tu jednak znacznie krótsze niż w wypadku reklamacji innych produktów. Paczkowaną żywność trzeba oddać w ciągu trzech dni od chwili otwarcia, sprzedawaną luzem – trzech dni od daty zakupu. Jeśli towar sprzedawany w promocji jest niezgodny z umową, to też podlega reklamacji.

Autopromocja
FIRMA.RP.PL

Sprawdzona, pogłębiona i kompleksowa wiedza dla MŚP

CZYTAJ WIĘCEJ

W żadnym wypadku nie należy kupować artykułów przeterminowanych, czyli takich, których termin przydatności do spożycia bądź data minimalnej trwałości minęły. Sklepom, a nawet sprzedawcom na bazarach, nie wolno oferować takich towarów do sprzedaży, nawet po bardzo zaniżonej cenie. Zastrzeżenia dotyczące oznakowania, jakości, fałszerstw i bezpieczeństwa produktów należy zgłaszać w wojewódzkich oddziałach Inspekcji Handlowej. Po bezpłatną pomoc w dochodzeniu swoich praw można się natomiast zwrócić do powiatowych lub miejskich rzeczników konsumentów.

Ostrożnie z suszonymi owocami

W ubiegłym tygodniu Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych przedstawiła raport dotyczący jakości suszonych owoców. Wyniki są gorsze niż kilka lat temu. Blisko 60 proc. przebadanych partii było źle oznakowanych:

* błędnie oznaczano tzw. substancje dodatkowe, których oznaczenie zaczyna się od litery E,

* zdjęcia owoców sugerowały, że w mieszankach występują te, których tam nie było,

* zamiast nazwy kraju podawano tylko ogólnie, np. że towar pochodzi z Ameryki Południowej.

Inne stwierdzone nieprawidłowości to zaniżona masa netto, zbyt mała lub zbyt duża wilgotność owoców oraz nadmiar substancji konserwujących.