Podejrzewa się, że za atakiem rakietowym na ambasadę USA w Bagdadzie stoi jedna z wspieranych przez Iran milicji.
Pierwszy atak na placówkę dyplomatyczną USA na Bliskim Wschodzie po 7 października
Powiązane z Iranem grupy zbrojne atakują od kilku tygodni żołnierzy USA w Iraku i w Syrii w związku ze wsparciem jakiego USA udzielają Izraelowi w wojnie z Hamasem. Hamas, podobnie jak wspierający go libański Hezbollah, są sojusznikami Iranu.
Czytaj więcej
Sekretarz stanu USA Antony Blinken stwierdził, że "istnieje rozbieżność" między deklaracjami Izraela dotyczącymi ochrony cywilów w Strefie Gazy, a...
Rzecznik ambasady USA w Iraku twierdzi, że w wyniku ataku na placówkę nikt nie ucierpiał.
W ataku uszkodzony miał zostać budynek irackiej agencji bezpieczeństwa.
Eksplozje rozległy się w pobliżu ambasady USA w Iraku ok. 4 rano.
To pierwszy atak na placówkę dyplomatyczną USA na Bliskim Wschodzie po 7 października, gdy rozpoczęła się wojna Izraela z Hamasem. Wcześniej atakowane były cele wojskowe związane z obecnością żołnierzy USA w regionie.
W odpowiedzi na ataki na swoich żołnierzy USA przeprowadziły powietrzne ataki odwetowe, w których zginęło 15 bojowników w Iraku i do 7 w Syrii.
Rzecznik ambasady USA: Rezerwujemy sobie prawo do samoobrony
Rzecznik ambasady USA w Bagdadzie wezwał władze Iraku, by zrobiły co w ich mocy, by chronić obiekty dyplomatyczne.
Jak dodał przedstawiciel ambasady USA "rezerwują sobie prawo do samoobrony", co może być zapowiedzią ataku odwetowego.
W Iraku stacjonuje obecnie ok. 2,5 tys. żołnierzy USA.
W ostatnim czasie na Bliskim Wschodzie doszło też do ataku na okręt wojenny USA. Okręt został zaatakowany na Morzu Czerwonym przez wspieranych przez Iran rebeliantów Huti.