– Uważam za korzystny powrót do kolektywnego systemu dobrowolnego zjednoczenia suwerennych państw w jeden wojskowo-polityczny i gospodarczy blok (…). Może on przekroczyć granice Związku Sowieckiego – powiedział rosyjski deputowany z rządzącej Jednej Rosji Michaił Szermet.

Polityk jest kolejnym przedstawicielem moskiewskiej elity, który nie zważając na klapę agresji na Ukrainę, domaga się odbudowy ZSRR.

Naprawianie błędów

„Nikt nie powinien żywić złudzeń: fatalny błąd lat 90. zostanie naprawiony (…). Wszystkie narody zasiedlające niegdyś wielki i potężny Związek Sowiecki znów będą żyły razem w przyjaźni i wzajemnym zrozumieniu. Dla osiągnięcia tego celu nie pożałujemy ani wysiłków, ani środków” – napisał 1 sierpnia na swoim koncie w sieci społecznościowej Telegram były rosyjski prezydent Dmitrij Miedwiediew. Po utracie stanowiska premiera obecnie jest on zastępcą szefa kremlowskiej Rady Bezpieczeństwa.

Czytaj więcej

Wpis Miedwiediewa zniknął po kilku minutach. Nazwał Kazachstan "sztucznym państwem"

W świat poszły zapewnienia byłego prezydenta: „Już zaczęliśmy zdążać do tego celu. Po wyzwoleniu Kijowa i całego terenu Małorosji od nacjonalistycznych band (…) Ruś znów będzie zjednoczona, potężna i niezwyciężona. (…) A potem pójdzie w kolejny pochód dla odbudowy granic naszej Ojczyzny, które jak wiadomo, nigdzie się nie kończą”. Jako kolejny, po Ukrainie, cel Miedwiediew wyznaczył Gruzję. „Osetia Północna i Południowa, Abchazja i pozostałe terytorium Gruzji mogą być zjednoczone tylko w składzie jednego państwa z Rosją” – napisał.

Tydzień po pojawieniu się wynurzeń byłego prezydenta była 14. rocznica wybuchu wojny rosyjsko-gruzińskiej. Tbilisi oficjalnie zażądało od Moskwy wypełnienia w końcu porozumień pokojowych z 2008 r. i wycofania jej wojsk z terenów Abchazji i Osetii Południowej. Kreml nie odpowiedział, a Gruzini nie posunęli się poza dyplomatyczne wezwanie. Rządząca w Tbilisi partia Gruzińskie Marzenie doszła do władzy jako prorosyjska i nie przyłączyła się do sankcji nałożonych na Rosję. Wezwania opozycji wprowadzenia wiz dla obywateli Rosji władze odrzucają, twierdząc, że Moskwa może to uznać za wrogi krok.

– Słowa Miedwiediewa należy przyjmować, biorąc poprawkę na to, że nie jest on niezależny od Putina, który nim zawsze sterował – uważa brytyjski historyk, specjalista od Rosji Orlando Figes. – (Putin) najwyraźniej sądzi, że Rosja jest imperialną cywilizacją i powinna kontrolować to, co (Kreml) nazywa „ruskim światem” – dodał.

Aż do Polski

Z podobnymi wezwaniami występuje też od kwietnia Aleksander Łukaszenko. Grozi, że jeśli państwa postsowieckie nie dołączą do Związku Białorusi i Rosji, to „utracą suwerenność”. Po kolejnym jego przemówieniu białoruski ambasador został wezwany do armeńskiego MSZ, gdzie zwrócono mu uwagę, że Erywań nie prowadzi z nikim żadnych negocjacji zjednoczeniowych.

Podobnie z Kazachstanem, który na coraz bardziej natarczywe uwagi ze strony rosyjskich polityków (Miedwiediew: „to sztuczne państwo”) odpowiedział półtorakrotnym zwiększeniem budżetu swojej armii.

– Rozmowy o tym, że Władimir Putin aż się rwie do reanimowania Związku, prowadzone są dawno. Teraz o nadchodzącym przyłączeniu „terenów wyzwolonych” mówią już wprost. Sąsiedzi, których na razie nie „zdenazyfikowano”, zaczynają się denerwować. Możliwe, że wszystko przed nimi – stwierdził rosyjski publicysta Iwan Dawydow.

„Tereny wyzwolone” to południowa Ukraina (część obwodów zaporoskiego i chersońskiego) okupowana przez rosyjską armię. W Moskwie przewidują, że w przyszłym miesiącu zostaną one formalnie anektowane przez Rosję, choć nikt jeszcze nie wie, w jakiej formie. Wszyscy natomiast przyjmują, że ich pochłonięcie przez Kreml będzie tylko pierwszym etapem odbudowy imperium – zupełnie niezależnie od przebiegu wojny toczącej się w Ukrainie.

– Gdyby wojna i nasze straty wyglądały jak w naszej telewizji, to już byśmy byli w Kijowie, a nawet w Polsce – powiedział rosyjskim dziennikarzom jeden z rosyjskich najemników wynajętych przez związaną z GRU firmę Reduta i walczący w Ukrainie.

– Człowiek radziecki w ogóle odróżnia się od normalnych ludzi tym, że jego wyobrażony świat jak nigdy i nigdzie jest oderwany od świata realnego. Putin to wie i dlatego to wykorzystuje – podsumował nastroje panujące w elicie władzy i popierającego ją odłamu społeczeństwa niezależny socjolog i politolog Dmitrij Oreszkin.

– Dla imperialisty w rodzaju Putina idea „wielkiej Rosji” bez Ukrainy nie istnieje. Bez Ukrainy Rosja będzie nieznaczącym, regionalnym państwem. I tylko z Ukrainą może stać się „wielkim imperium” na kontynencie euroazjatyckim – podsumowuje Figes.