„NASA zdecydowanie upomina Rosję, która wykorzystuje Międzynarodową Stację Kosmiczną do celów politycznych, aby wesprzeć swoją wojnę z Ukrainą. Jest to zasadniczo niezgodne z podstawową funkcją stacji, którą jest współpraca 15 państw w rozwijaniu nauki i rozwoju technologii w celach pokojowych” – podała agencja w oświadczeniu wysłanym mediom.

NASA nie precyzuje, o jakie chodzi wydarzenie. Najprawdopodobniej jednak dotyczy to zdjęć rosyjskich kosmonautów, opublikowanych 4 lipca. Siergiej Korsakow, Oleg Artemiew i Denis Matwiejew trzymają w rękach flagę jednej z samozwańczych republik na południu Ukrainy.

Flaga miała zaznaczyć rosyjską okupację Łysychańska, ostatniego miasta ŁRL, które zostało zdobyte przez siły rosyjskie.  Kosmonauci na stacji pogratulowali w ten sposób zdobycia miasta.

Jak pisze portal "Space News", oświadczenie NASA stoi w sprzeczności z jej wcześniejszymi próbami publicznego zminimalizowania wpływu wojny na partnerstwo ISS.

Kierownictwo NASA w przeszłości notowało długotrwałe relacje z Rosją i byłym Związkiem Radzieckim w lotach kosmicznych, które sięgają czasów zimnej wojny.

Jeszcze 15 czerwca podczas konferencji prasowej ze swoim odpowiednikiem z Europejskiej Agencji Kosmicznej, Josefem Aschbacherem, administrator NASA Bill Nelson pytany o stosunki z Rosją powiedział: - Na stacji są rosyjscy kosmonauci i amerykańscy astronauci i wszyscy są bardzo profesjonalni. Relacje między kontrolą misji w Houston i Moskwie są bardzo profesjonalne.

Nie jest jasne, czy ten incydent będzie miał jakikolwiek trwały wpływ na współpracę ISS. NASA i Roscosmos nie sfinalizowały jeszcze umowy o wymianie miejsc, aby umożliwić rosyjskim kosmonautom latanie na komercyjnych statkach kosmicznych, a amerykańskim astronautom na statku kosmicznym Sojuz. W osobnym poście w Telegramie z 6 lipca Dmitrij Rogozin, szef Roskosmosu, poinformował, że spodziewa się ostatecznej wersji porozumienia w ciągu jednego do dwóch tygodni.