W poniedziałek profil na Twitterze @ArmedForcesUkr (które jest niezweryfikowane, ale było wielokrotnie cytowane przez oficjalne konto Ministerstwa Obrony Ukrainy) opublikowało zestaw zdjęć, które mają przedstawiać sprzęt wojskowy. Z dołączonego opisu wynika, że "teraz każdy może zobaczyć różne rosyjskie wyrzutnie, wyrzutnie międzykontynentalnych pocisków balistycznych, stanowiska dowodzenia i składowiska z rozdzielczością około 0,5 metra na piksel".

 Wpis był cytowany przez zagraniczne media, a tłumaczenie  udostępniono tysiące razy na Twitterze.

Google informuje, że nie nastąpiła żadna zmiana. Rzeczniczka firmy przekazała The Verge, że w ostatnim czasie żadne materiały nie zostały odtajnione i były one dostępne na długo przed rozpoczęciem wojny na Ukrainie.

Nie jest niczym wyjątkowym, że Google zamazuje na swoich mapach potencjalnie wrażliwe obszary, w tym lokalizacje wojskowe. Na przykład na Mapach Google rozpikselowane są zdjęcia bazy lotniczej francuskich sił powietrznych. Istnieje jednak wiele innych instalacji wojskowych, które są publicznie dostępne. Na Mapach Google można zobaczyć szczegółowe zdjęcia satelitarne amerykańskiej Bazy Sił Powietrznych Nellis, a nawet Strefy 51.

Firma Google podjęła pewne działania przeciwko Rosji po rozpoczeciu inwazji na Ukrainę. Wstrzymano sprzedaż reklam w tym kraju, w związku z sankcjami odcięto niektórym rosyjskim użytkownikom dostęp do usługi Google Pay i zabroniono rosyjskim mediom państwowym emitowanie reklam na swoich kanałach w serwisie YouTube. Rząd rosyjski zagroził, że nałoży na firmę grzywnę, ponieważ w serwisie YouTube znajdują się filmy zawierające "dezinformację" na temat inwazji na Ukrainę.