8 czerwca Izrael miał zaatakować trzy cele w pobliżu Damaszku i Hims. W ataku zginęło siedmiu żołnierzy syryjskiej armii, którzy mieli pracować w tajnym syryjskim laboratorium - podaje "Washington Post".

Jedną z ofiar ataku miał być pułkownik Ayham Ismail, który był członkiem personelu zakładów produkujących broń chemiczną w Masjaf.

Izrael regularnie atakuje cele w Syrii, związane z obecnością w tym kraju sił Iranu i Hezbollahu. Jednak atak z 8 czerwca był nietypowy, ponieważ Izrael co do zasady nie atakuje obiektów syryjskiej armii.

1 400

Tylu syryjskich cywilów miało zginąć w czasie ataku z użyciem broni chemicznej w syryjskiej Ghucie

Z informacji "Washington Post" wynika, że atak z 8 czerwca był elementem kampanii prowadzonej przez Izrael, której celem jest zablokowanie prób wznowienia przez Syrię produkcji broni chemicznej, zanim Damaszek wejdzie w posiadanie takiej broni.

Czytaj więcej

Kolejna zbrodnia w Syrii: atak gazowy

Władze Izraela zdecydowały się na przeprowadzenie ataku, po tym jak izraelski wywiad dostarczył raport, z którego wynikało, iż Syria stara się odtworzyć swoje zdolności do tworzenia broni chemicznej po uzyskaniu składników chemicznych niezbędnych do stworzenia gazu bojowego sarin.

W 2013 roku atak z użyciem sarinu przeprowadzony przez siły wierne reżimowi prezydenta Syrii, Baszara el-Asada, miał doprowadzić do śmierci ponad 1 400 cywilów w Ghucie.

Z kolei w ubiegłym roku opublikowano dwa raporty mówiące o czterech atakach syryjskich sił, przeciwko obywatelom własnego kraju, z użyciem broni chemicznej, przeprowadzonych w latach 2017 i 2018.

Syryjska agencja informacyjna SANA podawała, że w ataku z 8 czerwca zaatakowano miasto Sahnaja, a także pozycje 1 Dywizji syryjskiej armii w Al-Kiswah oraz baterii artylerii przeciwlotniczej i batalionu sił rakietowych 155. Brygady na północ od Damaszku.  

Władze Syrii utrzymują, że nie używają ani nie produkują broni chemicznej od 2013 roku.