Zamiast przeprosin – wyjaśnienie. Szanowny panie wicepremierze, ręce brudzić można w różny sposób. Skoro grozi mi pan sądem, rozumiem, że odczuł pan moja krytykę, jako sugestię, iż ma pan „lepkie ręce”, czyli że chodzi o przyjęcie korzyści finansowej. Tego nie sugeruję. Moim zdaniem nie zadbał Pan o odpowiednie zabezpieczenie sumy, która trafiła na konto Fundacji XX Czartoryskich. Gdyby było inaczej, pieniądze nie zostałby wytransferowane do Lichtensteinu.

 

Czytaj więcej:

Sprawa "Damy z gronostajem": Oddajcie moje 100 milionów!

Sugerowanym przez mnie powodem tego niedopatrzenia było to, że być może zbytnio ulega pan magii książęcych tytułów. Być może istnieje jakaś inna przyczyna, ale nigdy publicznie jej pan nie podał, a ja jako publicystka mam obowiązek dochodzenia prawdy i przyczyn dla których różne wydarzenia się dzieją. Mówiąc najprościej: nie uważam, że wziął pan pieniądze za tę decyzję, ale uważam, że pobrudził Pan nią sobie ręce. Być może atramentem.