Ale za wcześnie, by ogłaszać sukces. Liczby codziennych zachorowań wciąż są duże, podobnie jak śmiertelnych ofiar koronawirusa. Jednak liczby te dowodzą skuteczności środków podjętych przez polskie państwo. Największe restrykcje zostały wprowadzone, gdy liczba chorych nie przekraczała setki, są zaś znoszone, gdy liczba przypadków grubo przekroczyła 22 tys., a zmarłych – tysiąc. Paradoks? Pozornie. Dzięki tak wczesnemu wprowadzeniu twardych reguł uniknęliśmy sytuacji takich, jakie miały miejsce we Włoszech, Hiszpanii czy USA, gdzie w szpitalach zabrakło łóżek dla chorych, a zakłady pogrzebowe nie nadążały z chowaniem ciał zmarłych. Dziś koronawirus w Polsce tli się w kilku ogniskach i tam potrzebne są szczególne środki sanitarne, ale społeczeństwo, zmęczone dwoma miesiącami stanu wyjątkowego, chce już normalności.