Naśladując raczej Rosję niż USA, Łukaszenko próbował stworzyć własny odpowiednik Doliny Krzemowej. Gdy to się w końcu udało w postaci „specjalnej strefy ekonomicznej" w pobliżu Mińska (Białoruski Park Zaawansowanych Technologii), wyrzucił z pracy jej twórcę Walerija Cepkałę. Niczego nie ryzykował, firmy tam zgrupowane przynosiły ponad miliard dolarów rocznego dochodu w postaci podatków i nie zmieniło tego usunięcie jednego urzędnika.
Ale nadeszły wybory prezydenckie i nagle Cepkała wystartował w nich jako konkurent Łukaszenki. A gdy dyktator ogłosił się zwycięzcą, w kraju wybuchły protesty. W stolicy ich siłą napędową okazali się młodzi, wykształceni, ambitni, pozbawieni kompleksów wobec otaczającego świata pracownicy sektora zaawansowanych technologii. Świadomi swej wartości, ale i własnych praw. Jak też tragicznego zapóźnienia własnego kraju.