Reklama

Łomanowski: Kołchoźnik w czasach internetu

Aleksander Łukaszenko najpierw entuzjastycznie wspierał białoruskie firmy IT, a teraz je mściwie niszczy. Ludzie, którzy w każdej chwili mogli przenieść się spod Mińska do San Francisco, z innej perspektywy oglądali własną ojczyznę i jej wąsatego zarządcę.
Łomanowski: Kołchoźnik w czasach internetu

Foto: AFP

Naśladując raczej Rosję niż USA, Łukaszenko próbował stworzyć własny odpowiednik Doliny Krzemowej. Gdy to się w końcu udało w postaci „specjalnej strefy ekonomicznej" w pobliżu Mińska (Białoruski Park Zaawansowanych Technologii), wyrzucił z pracy jej twórcę Walerija Cepkałę. Niczego nie ryzykował, firmy tam zgrupowane przynosiły ponad miliard dolarów rocznego dochodu w postaci podatków i nie zmieniło tego usunięcie jednego urzędnika.

Ale nadeszły wybory prezydenckie i nagle Cepkała wystartował w nich jako konkurent Łukaszenki. A gdy dyktator ogłosił się zwycięzcą, w kraju wybuchły protesty. W stolicy ich siłą napędową okazali się młodzi, wykształceni, ambitni, pozbawieni kompleksów wobec otaczającego świata pracownicy sektora zaawansowanych technologii. Świadomi swej wartości, ale i własnych praw. Jak też tragicznego zapóźnienia własnego kraju.

Czytaj bez ograniczeń RP.PL

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

- dostęp do wszystkich treści na serwisie RP.PL,
- Plus Minus – treści publicystyczno-reporterskie,
- 2 newslettery dla subskrybentów,
- w subskrypcji rocznej – dodatkowo magazyny Nauka i Historia
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama