Składając do Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej wniosek o stwierdzenie niemożności pełnienia funkcji przez rzecznika praw obywatelskich po upływie kadencji, PiS chciało, po pierwsze, pozbyć się nielubianego przez siebie prof. Adama Bodnara, który – jak uznali politycy – sypał piach w tryby dobrej zmiany, a po drugie, TK miał być też straszakiem na opozycję: jeśli nie pójdziecie na jakiś kompromis i nie poprzecie wreszcie naszego kandydata, postawimy na swoim – najpierw pozbędziemy się Bodnara, a potem stworzymy ustawę o kadłubkowym RPO.