Symbolem przekraczającego wszelkie granice cynizmu jest budowany właśnie przez Francję dla Rosji superokręt – helikopterowiec desantowy typu Mistral.
Jeszcze ciekawsza jest jego nazwa i miejsce, gdzie będzie stacjonował.
Otóż mistral pod rosyjską banderą będzie nosił nazwę, którą słyszymy ostatnio codziennie i która kojarzy się z najprawdziwszą agresją zbrojną – Sewastopol.
Po zwodowaniu, co nastąpi może nawet w tym roku, ma stacjonować w Noworosyjsku – rzut kamieniem od Krymu, który Rosja odrywa od Ukrainy. Oczywiście będzie dumnie służył – sławiąc przyjaźń rosyjsko-francuską – we Flocie Czarnomorskiej, która jest przyczyną obaw Ukraińców i ich zachodnich sąsiadów o przyszłość.
Trudno powiedzieć, czy Francuzów dręczą wyrzuty sumienia, iż dzieło ich przemysłu zbrojeniowego będzie służyło utrwalaniu zdobyczy wojennych Rosji. I że będzie umacniało Władimira Putina w przekonaniu, że Europa Zachodnia nie tylko nie przeciwstawi się największej agresji w tym wieku w Europie Wschodniej, ale jeszcze na tym chętnie zarobi.
Trudno jednak też sobie wyobrazić, żeby Francja nie została za to ukarana w Polsce, czyli kraju, w którym agresja na Ukrainę jest traktowana bardzo poważnie. Najlepsza kara to odrzucenie francuskiej oferty zbrojeniowej. Przecież nie można uzbrajać prowadzącej wojnę Rosji i jednocześnie w Polsce przez Rosję zagrożonej przepychać się w kolejce do przetargów wartych miliardy euro.
Decyzja o zakupie broni nie wynika tylko z jej jakości i ceny. Bardzo ważne jest i to, kto ją produkuje. Nawet w czasie pokoju, a co dopiero w czasie najpoważniejszej od dekad agresji zbrojnej w pobliżu polskich granic.
Nie umiem ocenić jakości i ceny żadnej z ofert dla polskiej armii. I nie wiem, czy Amerykanie, którzy chyba na serio przypomnieli sobie o sojusznikach z nowej Europy, są tańsi i lepsi technicznie od Francuzów. Ale w kategorii pochodzenia broni zachłanni i cyniczni Francuzi stracili wszystkie atuty. Powinno ich to drogo kosztować.