Teraz nie ma rewolucyjnej atmosfery, a car nie skazuje
działaczy robotniczych na śmierć. Ale oskarżenia o zdradę, sprzyjanie obcym
interesom i powtarzanie „naród to my” są wciąż na porządku dziennym. Celuje w
tym prezydent Karol Nawrocki. Tłumacząc, że „podejmuje decyzje zgodne z polską
racją stanu wobec Ukrainy”, nie waha się sięgać po retorykę jakby żywcem
przeniesioną z przemówień narodowców z początku wieku XX. Co prawda nie na
wiecu pod kościołem, ale w mediach społecznościowych. Prezydent utożsamia się
ze „wszystkimi Polakami” i „narodem”: „Mam obowiązek narzucać wolę Narodu tym,
którzy nie czują się wobec Polek i Polaków szczególnie zobowiązani. Tym, którzy
zamknęli się w świecie politycznych kalkulacji, słupków sondaży czy plemiennych
walk, przez co stracili kontakt ze społeczną rzeczywistością i oczekiwaniami
obywateli” – pisze na platformie X.