Niemiecki rządu wyśle czołgi Leopard na Ukrainę, a przede wszystkim pozwoli innym krajom na przekazanie napadniętemu Kijowowi będących u nich na stanie czołgów niemieckiej produkcji – chodzi o nawet 100 maszyn. To bardzo dobra wiadomość. Po pierwsze dla Ukraińców, bo dzięki najlepszym zachodnim pojazdom będą w stanie lepiej przygotowywać się do odparcia kolejnej rosyjskiej ofensywy, przed którą ostrzegają wywiady państw NATO.

To też dobra decyzja dla naszego regionu. Niemogący podjąć odważnych decyzji kanclerz Olaf Scholz przyczyniał się do osłabienia jedności Europy Środkowej, co kładło się cieniem na relacjach Berlina z Warszawą, ale też i państwami bałtyckimi. Skąd brał się ten opór? Rozmawiając z dyplomatami z Berlina, można było usłyszeć, że dla Niemców – w przeciwieństwie do Polaków – wcale nie istniał znak równości pomiędzy potępieniem moralnym Rosji za bezprawną agresję a angażowaniem się również militarnym w pomoc Ukrainie.

Czytaj więcej

Niemcy przekażą Ukrainie czołgi Leopard

Dziesięciolecia budowy powojennych Niemiec, których doktryną było odejście od militaryzmu, heroicznego myślenia o historii, skupienie się na gospodarce i budowy „moralnej potęgi”, a wreszcie pamięć o wojnie III Rzeszy z ZSRR sprawiały, że wizja niemieckich czołgów jadących na starcie z rosyjską armią wywoływała nad Szprewą gęsią skórkę. Rząd Niemiec nie rozumiał też początkowo tego, że myślenie w kategoriach polityki wewnętrznej o wojnie w Ukrainie zostanie fatalnie odebrane przez sojuszników. Gdy to wreszcie zrozumiał, podjął precedensową decyzję.

Niemcy zresztą mieli pretensje, że po tym, gdy podjęli na początku stycznia inną przełomową decyzję – o wysłaniu swych patriotów na Ukrainę – partnerzy zamiast podziękować, tylko zwiększyli presję na to, by poszły dalej, i zaczęli domagać się leopardów. Ale to nie czas na sentymenty i dąsy. Dobrze, że Berlin zrewidował swoją politykę i podjął właściwą decyzję. Bo bez względu na to, jak długo trwać będzie jeszcze ta wojna oraz jakie będą pomysły na odbudowę europejskiego ładu po jej zakończeniu, tylko dobra współpraca z Niemcami jest gwarancją stabilności.

Choć czasem w tej sprawie nasze władze być może zachowywały się niezdarnie czy zbyt nachalnie starały się przedstawić jako lider pomocy Ukrainie, to końcowy efekt jest pozytywny

Ale ta decyzja też wzmacnia Polskę. I nie tylko w aspekcie bezpieczeństwa, ale i polityki. Polska umacnia swoją pozycję jako państwo, które nie tylko stało się infrastrukturalnym hubem dla pomocy Ukrainie, ale też zabiega o to, by ta pomoc z różnych stron świata płynęła. Dlatego rząd budował rozmaite koalicje na rzecz przekazywania broni przez innych. Największy wpływ na decyzję Niemiec mieli zapewne Amerykanie, ale presja ze strony Polski też się jakoś do tego przyczyniła.

Choć czasem w tej sprawie nasze władze być może zachowywały się niezdarnie czy zbyt nachalnie starały się przedstawić jako lider pomocy Ukrainie, to końcowy efekt jest pozytywny. A sam premier Morawiecki może się pochwalić osobistym sukcesem, co może dodać mu kilka punktów w wewnątrzkrajowej polityce. Opozycji trudno będzie go za to krytykować, a on sam lubi się chwalić, więc jeśli nie „przegrzeje” tematu, wzmocni w obozie władzy swoją pozycję.