Czy ma pan naszą aplikację? Nie? Zachęcam do zainstalowania – powtarzają sprzedawcy jednego z sieciowych spożywczaków koło redakcji „Rzeczpospolitej", ilekroć zajrzę tam po kawę, sałatkę, wodę czy jabłko. Sieć ma w tym oczywisty interes – obieca zniżkę na napoje i przekąski, ale w zamian dostanie całą masę informacji o klientach, których w inny sposób nie mogłaby zdobyć. Już dziś duże sieci zlecają specjalnym firmom analitycznym przetrząsanie historii zakupów, tworzenie profili klientów i szukanie prawidłowości, dzięki którym można jeszcze lepiej dobrać asortyment i zwiększyć sprzedaż. Analiza jest dość zanonimizowana, ale już notując numery kart płatniczych, można stworzyć profil klienta i jego zakupów. Teoretycznie jego imię i nazwisko powinno pozostać nieznane, ale już dziś wiele osób powraca do płacenia gotówką w sieciowych sklepach, by zachować prywatność. Dlatego dobrowolne zainstalowanie aplikacji sieci spożywczej czy drogerii daje handlowcom dostęp do prawdziwej kopalni danych o klientach – od płci i wieku aż po informacje o geolokalizacji naszego telefonu.