Wszystko spadło na naszego sąsiada i sojusznika naraz. Kryzys imigracyjny połączony z narastającym konfliktem z sąsiednią Białorusią. Gwałtowne protesty przeciwników ograniczeń dla niezaszczepionych na covid. Do tego walka partyjna i ryzyko rozpalenia konfliktów narodowościowych. Oraz ostry spór dyplomatyczny z Chinami o tajwańskie przedstawicielstwo w Wilnie.
Destabilizacja krajów Zachodu to ulubiona zabawa Kremla, w którą chętnie angażuje się jego podopieczny Aleksander Łukaszenko. Jak zapowiedział, mści się na Litwie za wspieranie białoruskiej opozycji, danie gościny jej liderce Swiatłanie Cichanouskiej i zaangażowanie w sankcje nakładane na jego reżim. Mówił, że otworzy granicę dla imigrantów. I otworzył, nawet dowiózł do niej setki przybyszów z odległych regionów świata. Obiecał jeszcze dowieźć przemytników narkotyków, ale to pewnie zostawia sobie na później.