Właśnie dlatego Leszek Balcerowicz (rzecz jasna, jeśli na to by się zgodził) powinien czym prędzej zostać powołany na stanowisko ministra finansów (i jednocześnie wicepremiera) w rządzie Donalda Tuska.
Po pierwsze jego powszechnie znana determinacja w dążeniu do naprawy finansów publicznych byłaby dla rynków finansowych czytelnym sygnałem rosnącej determinacji władz Polski w sprawie uzdrowienia stanu kasy państwa.
[wyimek][b][link=http://blog.rp.pl/gabryel/2010/05/09/balcerowicz-musi-wrocic/]skomentuj na blogu[/link][/b][/wyimek]
Wizerunek naszego kraju z pewnością bardzo szybko by na tym wiele zyskał, co w tych dniach, tygodniach i miesiącach jest nie do przecenienia. Wizerunek, dodajmy, nadszarpnięty zdecydowanie zbyt małą konsekwencją naszych rządów (właściwie wszystkich, włącznie z poprzednim gabinetem Jarosława Kaczyńskiego i obecnym – Donalda Tuska) w realizowaniu wciąż jedynie zapowiadanych reform finansów Polski.
Po drugie niewiele później – mam nadzieję – obecność Leszka Balcerowicza w rządzie walnie zwiększyłaby szanse na przeprowadzenie rzeczywistej (a nie – jak do tej pory – głównie retorycznej, czyli pozorowanej) reformy finansów publicznych.
W każdym razie – czego uczy doświadczenie – faktyczny nacisk na mało zdecydowanego w tej kluczowej dla przyszłości Polski kwestii premiera Donalda Tuska, na polityków tradycyjnie antyreformatorskiego PSL oraz na prezydenta (ktokolwiek by nim w nadchodzących wyborach został wybrany) z pewnością za sprawą ministra finansów Leszka Balcerowicza wydatnie by wzrósł.
A czyż nie o to właśnie powinno nam wszystkim teraz najbardziej chodzić, żeby błyskawicznie przystąpić do naprawy finansów naszego państwa? Po to, by Polska nie wpadła w otchłań kolejnego dołka kryzysu. Dołka, na krawędzi którego od paru miesięcy balansuje kilka krajów Europy dotkniętych epidemią nie czego innego przecież, jak zrujnowanych finansów publicznych.