Żałosne te dowcipasy o Annie Grodzkiej, których nie powtórzyłaby z pewnością w Sejmie, czy w studiu telewizyjnym. Żałosny ten seksizm a rebours, bo jeśli nawet Anna Grodzka czyni ze swojej seksualności znak rozpoznawczy, to Krystyna Pawłowicz właśnie z tego rechocze, z tego robi cyrk, jakby tylko to ją interesowało. Czy powinna?
Po pierwsze, musi rozumieć (a mam wrażenie, że nie rozumie), że w dzisiejszych czasach Mińsk Mazowiecki jest miejscem równie publicznym jak sala Sejmu na Wiejskiej. Z Sejmu transmisje idą w świat dzięki telewizjom informacyjnym, z Mińska za pośrednictwem Internetu. Nie można więc, pod żadnym pozorem założyć, że cokolwiek, kiedykolwiek powiedziane przed ludźmi nie wyjdzie na światło dzienne. To taki polityczny (ale i dziennikarski) elementarz.