Dziennikarze muszą rzecz jasna działać zgodnie z prawem. Tak jak wszyscy mają obowiązek płacić podatki, przestrzegać przepisów drogowych, nie popełniać przestępstw ani wykroczeń. Są jednak sytuacje, w których dziennikarz nie ma innego sposobu, by pokazać, że dzieje się coś niepokojącego, niż nagiąć lub złamać przepisy. Ale gdy dopuszczamy się prowokacji, ujawnienia tajemnicy, zawsze mamy świadomość konsekwencji, jakie możemy ponieść z tego powodu.
Gdy jednak dowiedzieliśmy się, że prokuratura prowadzi postępowanie w sprawie dziennikarza „Rz" Andrzeja Stankiewicza, który podczas wyborów na szefa PO zdobył dwie karty do głosowania i dowiódł, że nie tylko członkowie Platformy mogą oddać za ich pomocą głos, nie wiedziałem, czy się roześmiać czy zasmucić. Śmiać się nad absurdalnością postępowania czy martwić z powodu marnowania publicznych pieniędzy na rozliczanie dziennikarza z wykonywania jego pracy.