W jednym z opowiadań niezapomnianego Stanisława Lema mieszkańcy pewnej planety byli jeszcze mocniej zdeterminowani niż Polacy – namówili międzygwiezdnego domokrążcę, by im zafundował Dobrowolny Upowszechniacz Porządku Absolutnego (w skrócie D.U.P.A.). Skłócona ludność miała wejść do Upowszechniacza prezentującego się jako piękny pałac z powabną muzyką i hostessami, by wyjść zeń pogodzona. Dopiero po jakimś czasie kuszący przybytek okazał się fabryką przerabiającą ludzi na lśniące krążki, z których potem stosowne automaty układały ładne wzory geometryczne na powierzchni niegdyś pełnej życia, a dziś martwej. Było jednak za późno, by przerażone niedobitki wyrwały się z dyktatury ładu i porządku.

Inaczej być nie może. Niezgoda i różnica poglądów są niezbywalną cechą rozumnego istnienia. Demokracja jest przyzwoleniem na realne życie z jego wadami i zaletami. Pokonana w wyborach mniejszość nie traci prawa do wyrażania poglądów ani swoich obywatelskich przywilejów, nie może zostać wyklęta i zmuszona do milczenia. Zgoda wcale nie jest święta, może być najwyżej martwa.

Dlaczego więc jesteśmy przerażeni przepaścistością politycznych przedziałów i zaciekłością kłótni, w których nikt już nie usiłuje nikogo przekonać, najwyżej zakrzyczeć? Dlaczego nawet to, co powinno podlegać rozumnej ocenie – a więc podatki, służba zdrowia, emerytury, działalność wójta, premiera czy prezydenta – zostaje oddane w służbę tych podziałów i ma służyć zaakcentowaniu różnic, skupieniu zwolenników? Dlatego że nie tylko mieszamy rozum z wiarą, ale coraz beznadziejniej oddajemy go w jej służbę. Wiary w to, czy w Smoleńsku był zamach czy tylko wypadek? Wiary w to, czy przywódca X jest mężem stanu, a Y zdrajcą, czy odwrotnie? Wiary, że JOW są receptą na całe zło. W tej sytuacji rozmowa o budżecie państwa, budowie drogi, obsadzie samorządu, lenistwie lub pracowitości wybieranego polityka staje się niemożliwa jako podporządkowana ideologii.

Wojna niedających się pogodzić wierzeń i wykluczenie rozumu ze spraw publicznych prowadzi do zakwestionowania transformacji i ponownego zepchnięcia Polski na margines Europy. Dlatego nie rozmawiajmy od razu o pryncypiach i zdradzie narodowej, tylko o tak zwanych duperelach. Podajmy sobie ręce niekoniecznie na zgodę, lecz dla ubicia interesu. Nie inaczej stało się z Niemcami, którzy „jak świat światem mieli nam nie być bratem". Jesteśmy dziś z nimi blisko nie tylko dlatego, że niegdyś nasi biskupi napisali do niemieckich, ale dlatego, że zaczęliśmy ze sobą handlować. Inaczej nadchodzi D.U.P.A.