Kijowski jakby nie rozumiał, że nie można godzić wizerunku działającego bezinteresownie świeckiego świętego i drobnego kombinatora, który korzysta finansowo na stworzonym przez siebie ruchu. I ignorował elementarne reguły sztuki, że albo jest się działaczem społecznym, albo profesjonalnym politykiem, który legalnie i otwarcie pobiera wynagrodzenie na swoją aktywność publiczną. Kijowski zatrzymuje się gdzieś pośrodku. Z jednej strony udaje kontestującego pazerną władzę lidera ruchu niezadowolonych, z drugiej, po cichu wystawia za swoją aktywność zryczałtowane fakturki.