fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Reforma systemu podatkowego: Klasa średnia z łaski PiS

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Reforma podatków ma się przyczynić do zmiany struktury społecznej.

Działania polityczne i gospodarcze rządu Beaty Szydło zaczynają się dziś – niemal rok po wyborach parlamentarnych – układać w spójną całość. Coraz wyraźniej widać, że jesteśmy świadkami nie tylko politycznego eksperymentu, ale równocześnie pewnego socjalnego projektu polegającego na wymuszeniu zmiany struktury społecznej. Rządowe programy, takie jak 500+, Mieszkanie+ czy darmowe leki dla seniorów w połączeniu z reformą systemu podatkowego poprzez olbrzymi poziom redystrybucji mają zmienić się w narzędzie budowy nowej klasy średniej.

Cel ten jest zresztą w otwarty sposób artykułowany przez osoby, które odpowiadają za politykę gospodarczą. – Chcemy poprzez program Mieszkanie+ służyć społeczeństwu i budować klasę średnią – mówił w zeszłym tygodniu wicepremier Mateusz Morawiecki.

Wcześniej w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej" tłumaczył: – Polska klasa średnia musi się rodzić od dołu, właśnie poprzez rodziny, które są beneficjentami 500+, właśnie poprzez przedsiębiorców, którzy z trudem się przebijają w trudnych realiach.

Kto zapłaci za awans

Każdy system polityczny w mniejszym lub większym stopniu opiera się na redystrybucji. Nie ma też nic zaskakującego w tym, że rząd postanawia uczynić pewne grupy społeczne beneficjentem transferów socjalnych. PiS obiecał darmowe leki dla seniorów i dodatek na dzieci w kampanii wyborczej – teraz te obietnice realizuje, choć kosztem gigantycznego wysiłku budżetowego.

Tym jednak, co najbardziej uderza w wypowiedziach Mateusza Morawieckiego, twórcy gospodarczej ideologii rządów PiS, jest sposób zdefiniowania celu politycznego. Przede wszystkim zaskakuje nowatorska definicja klasy średniej.

W większości społeczeństw Zachodu zawdzięcza ona swój status i zamożność własnej pracy. Właśnie dlatego zalicza się do niej indywidualnych przedsiębiorców czy osoby pracujące umysłowo. Ze słów Morawieckiego wynika jednak, że nowa klasa średnia będzie czerpać swój status i zamożność z... woli państwa. Inaczej nie można zrozumieć jego deklaracji, że mają tworzyć ją rodziny korzystające z programów 500+ lub Mieszkanie+ (głównie zatem wielodzietne, bo to one przede wszystkim kwalifikują się do programu mieszkaniowego i to one najbardziej korzystają z 500 zł na dziecko).

By realizować tak kosztowne transfery socjalne, trzeba mieć pieniądze. Przedstawiciele rządu zapewniają, że kształt reformy podatkowej dopiero się uciera, ale przecieki wskazują, że budowę nowej klasy średniej sfinansować mieliby ci, którzy do niej należą dziś. PiS zamierza więc sięgnąć głębiej do kieszeni dobrze zarabiających przedsiębiorców, menedżerów i ludzi wolnych zawodów, którzy prowadzą działalność gospodarczą.

Mówiący o konieczności budowy polskiego kapitału rząd sygnalizuje zatem plan reformy podatkowej, na której najwięcej stracą właśnie ci, którzy dotychczas budowali polski kapitalizm – mali i średni przedsiębiorcy. Trudno w tej sprawie nie dopatrzeć się celów politycznych. Możliwe, że liderzy PiS uznali, że dotychczasowa klasa średnia nie nadaje się na polityczne zaplecze partii rządzącej. Pracując na swoim, jest niezależna. Nie to, co nowa klasa średnia, której dobrobyt uzależniony będzie od pieniędzy państwa.

Patriotycznie i konserwatywnie

W normalnych krajach przynależność do klasy średniej wynika z pewnych cech osobistych, nabytych bądź wrodzonych: przedsiębiorczości, pracowitości, wykształcenia. Sęk w tym, że jeśli wsłuchać się w retorykę części polityków PiS, okaże się, że obecna klasa średnia w III RP jest wytworem nie normalnych mechanizmów demokratycznego kapitalizmu, lecz postkomunizmu, a zamożność zawdzięcza raczej patologicznym układom i znajomościom aniżeli własnym osiągnięciom.

Inżynieria społeczna PiS polegać więc może na tym, by tej nieprawej klasie średniej odebrać nienależne jej zasoby i przetransferować gdzie indziej.

Operacja taka może mieć dość poważne konsekwencje. Dość wspomnieć, że według części socjologów – twierdzi tak np. prof. Henryk Domański – obecna klasa średnia jest pozostałością dawnej inteligencji. Z kolei etos inteligencji związany był z pewnymi zobowiązaniami na rzecz dobra wspólnego. Nie przez przypadek inteligentami w takim rozumieniu byli zaliczani dziś do klasy średniej lekarze, adwokaci, pisarze czy uczeni.

Inteligencja była jednak czymś więcej niż klasą społeczną, była grupą szczególnie zasłużoną w przekazywaniu narodowej tożsamości i tradycji. Dziś klasa średnia kojarzy się bardziej z dorobkiewiczostwem niż patriotyzmem. I być może właśnie dlatego PiS chce sięgnąć do osób mniej zamożnych, a równocześnie do rodzin wielodzietnych, które są z reguły bardziej konserwatywne niż liberalnie nastawieni single z obecnej klasy średniej. Obrazem klasy średniej nie będzie już menedżer o poglądach liberalno-lewicowych jeżdżący samotnie po dużym mieście samochodem klasy premium, lecz raczej konserwatywnie myślący, zabiegany mężczyzna, który nim dojedzie do pracy, rozwiezie swym rodzinnym samochodem dzieci do szkoły czy przedszkola.

Poparcie na lata

Taka zmiana sama w sobie nie jest zjawiskiem złym, wszak redystrybucja nie jest odkryciem PiS. Problemem są proporcje i pytanie, czy nowa klasa średnia ma uzupełnić, czy zastąpić dotychczasową, tę, którą za sprawą podatków państwo będzie zubożać. I czy zastępowanie lub uzupełnianie odbywać się będzie przy zachowaniu konkurencyjnych zasad awansu, czy też za pomocą rozbudzania resentymentu do dotychczasowej klasy średniej.

Pytanie jest o tyle istotne, że klasa średnia jest niezwykle ważnym elementem stabilizującym zachodnie demokracje liberalne. To ona stanowiła podstawę partii umiarkowanych, które przez dziesięciolecia zapewniały zachodniej Europie rozwój i stabilność. Wszak zachodnie Niemcy po drugiej wojnie światowej postawiły właśnie na klasę średnią. To również te warstwy społeczne w Wielkiej Brytanii najpierw dały szanse Margaret Thatcher, a potem Tony'emu Blairowi. Również demokracja amerykańska od lat oparta jest na równowadze między klasą średnią a finansowo-politycznym establishmentem.

Część naukowców obecny wzrost nastrojów ksenofobicznych, antyestablishmentowych (w USA) lub antyunijnych (w Europie) tłumaczy właśnie problemami klasy średniej, jednej z poważniejszych ofiar wielkiego kryzysu. Efektem jest wzrost popularności partii skrajnych, populistycznych, odwołujących się do napięć cywilizacyjnych czy kulturowych, a przede wszystkim kryzys, w którym znalazła się Unia Europejska.

Brak refleksji wśród europejskich elit uniemożliwiający zrozumienie nastrojów w wielu społeczeństwach UE sprawił, że to Bruksela stała się dziś ulubionym chłopcem do bicia. Nie jest przypadkiem, że PiS gra dziś na specyficznym miksie emocji antyunijnych, antyestablishmentowych, a nawet antyzachodnich, pomieszanych z patriotyzmem i konserwatyzmem. Jeśli budowa nowej klasy średniej jest zabiegiem celowym, a wszystko zdaje się na to wskazywać, ma się ona stać społecznym zapleczem na długie lata gwarantującym PiS poparcie.

Pytanie, czy ta wielka społeczna operacja się uda. A jeśli tak, to czy przyniesie oczekiwane przez rządzących rezultaty polityczne.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA