Czytaj także:

Inspektor Maj kierował polską policją rekordowo krótko – dwa miesiące. Do dymisji podał się nagle, w czwartkowy poranek. Tak to uzasadniał na konferencji prasowej: – Miałem świadomość, że moje decyzje i ruchy personalne mogą się spotkać z oporem, sprzeciwem czy wręcz prowokacją. Dotknąłem układów, które od lat funkcjonowały w wielu miejscach policji i zostałem zaatakowany – stwierdził.

Wersja komendanta

Bezpośrednim powodem rezygnacji Maja jest zainteresowanie „Rzeczpospolitej" korupcyjnym śledztwem, w którym pojawia się jego nazwisko. Według naszych ustaleń w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy do prokuratury wpływały rozmaite informacje, które rzucały cień na Maja, od lat zajmującego kierownicze stanowiska w policji.

Wszystkie zostały zebrane w jedno śledztwo i trafiły do Prokuratury Okręgowej w Łodzi. W grudniu, gdy Maj został komendantem głównym policji, prokuratura uznała, że sprawa robi się poważniejsza, i dochodzenie zostało przeniesione do łódzkiej Prokuratury Apelacyjnej.

– Śledztwo było prowadzone od 2014 r. Powodem przeniesienia było poszerzenie zakresu postępowania. Pojawiły się przesłanki, aby dalsze postępowanie prowadzili prokuratorzy wydziału ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi – twierdzi prokurator Jarosław Szubert, rzecznik prasowy tej prokuratury.

Maj broni się, przekonując, że obciążył go były informator policji, który jest niewiarygodny. Rzeczywiście, drobny biznesmen o podejrzanej reputacji, który kiedyś niejawnie współpracował z policją, złożył doniesienie przeciw Majowi – zarzucając mu m.in. wymuszanie pieniędzy i drogich alkoholi.

– Sprawa ma dotyczyć przyjęcia korzyści majątkowej, czyli pięciu butelek wódki w 2003 r., i nierozliczenia 10 tys. złotych za rzekome pożyczenie tej kwoty od źródła na zakup okien – twierdzi Maj. – W 2010 r. ta kwestia była już wyjaśniona wewnątrz policji i wraca od momentu, kiedy zostałem komendantem głównym.

Maj przedstawia łódzkie śledztwo jako zemstę Biura Spraw Wewnętrznych policji, czyli jednostki, która zajmuje się przestępstwami wśród policjantów. Sugeruje, że to funkcjonariusze BSW dotarli do dawnego informatora policji i skłonili go do złożenia obciążających zeznań, które następnie skierowali do prokuratury.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

Dlaczego BSW miałoby się mścić? Bo inspektor po objęciu władzy w policji oskarżył je o nielegalne inwigilowanie dziennikarzy i prawników zajmujących się aferą taśmową za rządów Platformy. I rozpędził poprzednią ekipę BSW, zsyłając jej szefów na sam dół policyjnej drabiny – do komisariatów na Dworcu Centralnym, w metrze i do pilnowania ambasad.

Tyle że wszystkie doniesienia, którymi zajmuje się łódzka prokuratura, dotyczą okresu, zanim Maj został komendantem głównym i nim zaatakował BSW – co zresztą przyznał sam odchodzący komendant.

Trop z CBA

W dodatku doniesienie BSW oparte na zeznaniach informatora to tylko jeden z wątków śledztwa, co potwierdza prokuratura. W aktach są także informacje CBA dotyczące podejrzanych rozgrywek biznesowych w Kaliszu, mateczniku Maja. Chodzi m.in. o okoliczności, w jakich żona inspektora weszła do zarządu kaliskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego w 2014 r.

Z komunikatu prokuratury: „Przedmiotem postępowania jest podejrzenie wystąpienia w latach 2013–2014 szeregu nieprawidłowości związanych z funkcjonowaniem kaliskich instytucji samorządowych, a także podejrzenie co do bezprawnych działań funkcjonariuszy publicznych. Śledztwo o wieloosobowym i wielowątkowym charakterze zostało zainicjowane wskutek przekazania prokuraturze informacji zgromadzonych przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego, zaś w jego toku wpłynęło dodatkowo zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa złożone przez Biuro Spraw Wewnętrznych".

Materiały w sprawie kaliskich działań inspektora skierowało do prokuratury właśnie CBA, co potwierdziliśmy u agentów tej służby. – Osoba ta występuje zarówno w materiałach zgromadzonych przez CBA, jak i w materiałach załączonych do zawiadomienia złożonego przez BSW – przyznał wczoraj prokurator Jarosław Szubert.

Według naszych informacji w prokuratorskich dokumentach jest także analiza oświadczeń majątkowych Maja, z której wynika, że – jak mówi jeden z naszych rozmówców – inspektorowi „brakuje pokrycia w dochodach". Oświadczenia majątkowe Maja były dotąd niejawne, dopiero jako komendant główny musiał je ujawnić. Okazało się, że zgromadził majątek wart niemal 4 mln zł, choć policja jest jego jedynym miejscem pracy – do służby wstąpił w 1996 r. jako 25-latek po studiach. Poprosiliśmy MSW o ujawnienie wcześniejszych oświadczeń majątkowych inspektora. Resort odmówił.

Gdy kilka dni temu zapytaliśmy MSW, czy przed powołaniem Maja na szefa policji przeprowadzono kontrolę, czy jego nazwisko nie przewija się w prokuratorskich śledztwach. Odpowiedź brzmi: „Przy powoływaniu insp. Zbigniewa Maja na stanowisko Komendanta Głównego Policji pod uwagę brane były kompetencje, doświadczenie i dotychczasowe osiągnięcia w służbie".

To dowód na to, że Maj nie był sprawdzany.