Na koniec 2021 r. liczbę sklepów detalicznych w Polsce można szacować na nieco ponad 376 tys., co stanowi ich spadek w porównaniu z 2020 r. o 0,1 proc. – wynika z najnowszych danych z baz GUS, zebranych dla „Rzeczpospolitej" przez wywiadownię Dun & Bradstreet.

Czytaj więcej

E-handel gotów na omikrona. Sklepy szykują się na zalew zamówień

Nie ma gdzie ukryć kosztów

Od kilku lat tempo ogólnego spadku liczby placówek sprzedaży detalicznej wyhamowuje, ale w poszczególnych sektorach sytuacja jest mocno zróżnicowana. – Spadek liczby placówek odnotowano w 15 z 28 monitorowanych branż. Największy w ujęciu procentowym widać w takich sektorach jak sprzedaż artykułów piśmienniczych, artykułów używanych oraz aptek – mówi Tomasz Starzyk, rzecznik Dun & Bradstreet.

– Z kolei wzrost liczby placówek notuje się w 13 z 28 monitorowanych branżach. Największy zanotowano w przypadku piekarni i ciastkarni oraz sklepów z artykułami medycznymi – dodaje.

W obu przypadkach wzrost przekracza 3 proc., co na tle rynku jest zdecydowanie wyróżniającym się wynikiem. I raczej trudnym do powtórzenia. – W tym roku piekarnie, cukiernie mają niestety duże szanse znalezienia się na pozycji sektora najmocniej poszkodowanego. Z jednej strony cenami energii i gazu, z drugiej – także podstawowych surowców do produkcji, od mąki po tłuszcze – mówi Andrzej Faliński, prezes Forum Dialogu Gospodarczego.

– Takie głównie małe firmy nie mają gdzie ukryć kosztów i przesunąć je na mniej obciążone grupy produktów, cała oferta jest wzrostem dotknięta w podobnym stopniu. Nie da się ukryć tak wielkich zmian cen – dodaje.

Apteki z kolei dalej będą znikać, nic nie wskazuje bowiem na zmianę prawa, które jest dla rozwoju tego sektora głównym problemem. – W handlu zawsze sklepy się zamykały i na ich miejsce pojawiały nowe choćby z powodu budowy nowych osiedli, przesuwania przystanków komunikacyjnych itp. Ustawa „apteka dla farmaceuty" systemowo to zablokowała – mówi Marcin Piskorski, prezes Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET, zrzeszającego największe sieci apteczne w Polsce.

– Farmaceuci nie chcą otwierać ich sami, a osoby, niebędące farmaceutami, choćby chciały, nie mogą tego robić. Dopóki się to nie zmieni, rynek będzie się kurczył – dodaje.

Likwidacji nadal sporo

Sieci, w które te przepisy głównie uderzyły, oceniają sytuację podobnie. – Sieci apteczne również tracą placówki przez działania inspekcji i błędną interpretację ustawy Apteka dla Aptekarza. To duża i niezrozumiała strata – zwłaszcza w obecnej sytuacji służby zdrowia i opieki medycznej – mówi Krzysztof Szponder, dyrektor zarządzający Dr. Max Polska. – Ponadto zamykanie się aptek powoduje wzrost inflacji na lekach (ze względu na mniejszą konkurencyjność). Marże apteczne są niskie, w związku z tym możliwość uzupełniania oferty o usługi farmaceutyczne (w tym szczepienia) pomoże od strony finansowej – dodaje.

Sektory, w których liczba sklepów się kurczy, to również sprzedaż obuwia czy drogerie, co jest również efektem spadku liczby klientów w centrach handlowych wywołanego pandemią, a w efekcie przenoszenia się coraz większej liczby klientów i sprzedawców do handlu internetowego.

W przypadku lidera pod względem liczby sklepów, czyli sektora spożywczego, spadek wynosi 0,1 proc., co przekłada się na likwidację ok. 200 sklepów. Realnie jednak sytuacja wygląda inaczej, skoro wiele sieci się rozwija – Żabka otwiera ich tysiąc rocznie, rosną też Biedronka, Lidl czy Netto. Oznacza to jednoczesne zamykanie tysięcy głównie małych, tradycyjnych sklepów spożywczych. Udział w rynku najszybciej zwiększa jego lider, czyli dyskonty. Według Euromonitor International będą one już w tym roku kontrolowały 38 proc. wydatków Polaków na żywność i chemię gospodarczą.

To będzie trudny rok

Inflacja już rośnie mocno, a będzie jeszcze gorzej, gdy sprzedawcy przełożą na ceny detaliczne swój wzrost kosztów. – U nas bułka – fakt większa, ale jednak – kosztuje ponad 1 zł, w Biedronce zaś 30 groszy. Jak zareagują klienci? Nie można mieć pretensji do ludzi, którym też zacznie brakować pieniędzy – mówi właściciel piekarni w Warszawie.

Takie dylematy dotyczyć będą również pozostałych kategorii produktów, od owoców i warzyw po mięso czy nabiał, często kupowane na bazarkach czy w specjalistycznych sklepach. Wszędzie ceny galopują, więc klienci nawet zmienią zwyczaje i sprzedawcę, aby choć trochę mniej wydać. Wielkie sieci z dyskontami na czele rozegrają to po swojemu i jeszcze na tym zyskają, jeśli chodzi o liczbę klientów i udziały rynkowe.

Sieci dyskontowe to również najwięksi reklamodawcy, zatem czeka nas ofensywa kampanii z promocjami nawet głębszymi niż obowiązująca od 1 lutego obniżka o 5 pkt proc. VAT na podstawowe produkty spożywcze. Lidl już poinformował, że zetnie ceny 1 lutego – w przypadku jego oferty dotyczy to 2 tys. artykułów. Konkurencyjny Aldi zapowiada obniżki już od 31 stycznia, a akcja też dotyczy ok. 2 tys. produktów.