Witas Wasilauskas, prezes Banku Litwy zobaczył złoty wiek swojej ojczyzny w szybkim wzroście siły nabywczej obywateli. Rośnie ona szybciej, aniżeli ceny na Litwie.
- Ceny mieszkań są na kieszeń naszych obywateli. Żeby kupić mieszkanie dziś trzeba pracować mniej, aniżeli do kryzysu (2008/2009 - red.). Oczywiście nie można zapominać o różnicach w cenach nieruchomości w centralnej Litwie i w oddalonych regionach - mówił szef Banku Litwy cytowany przez portal LRT.lt.
Wasilauskas przyznał, że zbliżający się brexit nie zagraża litewskiej gospodarce. Na Wyspy trafia niewielka część litewskiego eksportu - 4 proc., a od pracujących tam migrantów co roku wraca do kraju 200 mln euro przelewanych na rzecz rodzin pieniędzy.
- To nieduża kwota i nawet całkowita jej utrata nie powinna wpłynąć na siłę nabywczą na rynku wewnętrznym - uważa szef banku centralnego.
Przypomniał, że rosną wynagrodzenia w kraju. Najwięcej w branży IT (16,5 proc. w ostatnim roku), w hotelarstwie (14,4 proc.) i służbie zdrowia (13,2 proc.). Najmniej podwyżek jest w litewskiej administracji państwowej (6 proc.), co także Wasilauskas uważa za prawidłowe.
Tym co niepokoi szefa banku jest rosnąca nierówność w dochodach Litwinów. Jego zdaniem bogaci coraz szybciej powiększają majątek, do czego przyczyniła się niedawna reforma podatkowa.
Także litewska bankowość niesie za sobą określone ryzyka. W kraju działają jedynie trzy banki…
- To jest problem, który wpływa na brak konkurencji. Przy większej licznie banków określone usługi byłyby tańsze lub bezpłatne - dodał prezes.
Tak mała liczba banków to pokłosie skandali m.in. upadku największego przed dekadą banku Snoras, którego aktywa rozkradli jego litewski prezes i rosyjski właściciel. Obaj uciekli do Londynu, a sprawa się ciągnie do dzisiaj. Upadek tak dużego banku kosztował Litwę (i sąsiednią Łotwę) kilka procent PKB.
Sytuację w litewskiej bankowości na poprawić pojawienie się nowych banków. W 2018 r. wydane zostały trzy licencje, a jeszcze cztery są procedowane.